Minęło kilka lat od momentu gdy ja i Camilla skończyłyśmy szkoły i postanowiłyśmy zapomnieć o starym życiu. Nudnym, pozbawionym jakichkolwiek emocji. Coś mi przypomina ten opis. Hmm? Nieważne. Jechałyśmy już dwanaście...dwanaście pełnych, nudnych i męczących godzin do Lawrence w Kansas. Tak właściwie to nie wiem czemu tam pojechałyśmy. Podobno jakieś demony tu były. Camilla wie wszystko. Ja tylko jestem od prowadzenia samochodu i strzelania do demonów, duchów czy innych diabelstw. Kątem oka spojrzałam na śpiącą Cam i uśmiechnęłam się pod nosem. Nie, nie była moją siostrą, ale ją za taką uważam. Ziewnęłam przeciągle, a moje powieki zaczęły opadać. Pokręciłam głową, nie mogę zasnąć. Demon siedzi nam na ogonie...ale z drugiej strony ...mamy broń i doświadczenie. Nie! Nie! ... Dojedziemy do miasta i wtedy się prześpimy. No właściwie tylko ja. Zatrzymałam się na stacji benzynowej by zatankować i kupić kawę. Och, kofeina. Jak ja tego potrzebuje. Po ostatniej walce z demonem nie spałam od kilku dni. Takie życie łowcy. Wysiadłam z Impali, a po chwili już trzęsłam się z zimna, zatankowałam i szybkim ruchem wsadziłam ręce w kieszenie mojej kurtki i szurając butami po betonie wylanym na stacji benzynowej pomaszerowałam zapłacić i zamówić dwie kawy. Popchnęłam szklane drzwi, po chwili uderzył mnie smród spoconego ciała i papierosów, skrzywiłam się w grymasie, chwyciłam kilka lizaków, dwie paczki ciastek no i pudding w kubeczkach. Odwróciłam się na pięcie w stronę sprzedawcy, uśmiechnął się przyjacielsko. Kąciki moich ust lekko wygięły się w nikłym uśmiechu. Kiedy to ja się ostatnio uśmiechałam do kogoś, a nie tylko do Cam. Dawno. Zrobiłam kilka kroków, chwilę potem stałam przy brudnej i zakurzonej ladzie z sosnowego drewna, Omiotłam spojrzeniem całe pomieszczenie i zastanawiając się czy jeszcze czegoś nie kupić. Zielonkawa tapeta odpadała od ścian pozostawiając po sobie ślady obecności, kilka zakurzonych szafek rozpadało się ze starości.
- Podać coś jeszcze? - głos sprzedawcy wyrwał mnie z zamyśleń i nijakiego podziwu dla tego pomieszczenia.
- Hmm. Właściwie to już dziękuje...- wyciągnęłam portfel z tylnej kieszeni. - Ilę płacę? - podniosłam głowę przyglądając się pooranej zmarszczkami twarzy sprzedawcy. mężczyzna uśmiechnął się, widząc jak bacznie lustruję jego buzię. natychmiast moje policzki pokrył bordowy rumieniec, więc spuściłam głowę przygryzając dolną wargę. i tak oto doświadczyłam flirtu z facetem po siedemdziesiątce. Położyłam banknoty na blacie, chwyciłam torbę z zakupami i szybko wybiegłam rzucając nikłe "do widzenia". Wskoczyłam do auta, zakupy położyłam na tylnym siedzeniu, tak samo jak kurtkę. Podciągnęłam rękawy koszuli i zacisnęłam pięści na kierownicy. Śpiącym spojrzeniem wpatrywałam się w Cam, oparła policzek o szybę, a powietrze z jej ust przemieniało się w parę wodną na szybie. Wypuściłam powietrze z płuc, wyciągnęłam komórkę i sprawdziłam czy tajemniczy pan S. nie dzwonił. Zamrugałam kilka krotnie, dzwonił kilka razy. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha. Pierwszy sygnał. Miałam nadzieję, że włączy się poczta głosowa. Drugi sygnał. Dziwne uczucie opanowało moje ciało.
- Claudia? - przęłknęłam ślinę.
- Tak... Dzwonił... pan do mnie. - jąkałam się.
- Ah...no tak. Gdzie teraz jesteście? Chciałbym odzyskać colta. - zaniemówiłam. Colt był jego? Przecież Cam powiedziała, że dostała go od jakiejś Belli. Coś do mnie gadał, a ja nie kontaktowałam.
- Mała, żyjesz? - jego wesoły głos wyrwał mnie z transu.
- Tak jestem... Jesteśmy niedaleko Lawrence w Kansas, gdy będziesz chciał odzyskać Colta. Przyjedz i go weź. - rozłączyłam się wpatrywałam się w drogę i mijające mnie samochody. Ludzie nie zdają sobie sprawy co czyha za rogiem. Słońce dawno zaszło, a na niebie pojawił się biały księżyc oświetlający otoczenie. Noc była zimna, no cóż zbliżał się grudzień. W grudniu są święta? Kiedy to ja ostatnio miałam święta w normalnej atmosferze? Około dziesięciu lat temu. Odpaliłam silnik i wjechałam na główną drogę. By nie zasnąć włączyłam radio.
Carry on my wayward son.
There'll be peace when you are done.
Lay your weary head to rest.
Don't you cry no more...
Zaciągnęłam się powietrzem, lekko zjeżdżając z drogi ... na moje szczęście lub czegoś innego na jezdni nie było innego auta. Zamrugałam kilka razy, jestem już mega wykończona. Będę spać kilka dni. Tak myślę. Tęskniłam za starym życiem. Nie było w nim nic niezwykłego. Ale..Ale miałam dom, rodzinę i psa. To było idealne życie. Teraz byłam tylko ja, Camilla i moja cudna Impala, w której rozbrzmiewały nuty piosenki Kansas. Gdy piosenka się skończyła minęłam znak informujący, że wjechałam właśnie do Lawrence. Poczułam ulgę. W końcu wypocznę.
***
- Cam wyłaź z tej łazienki! - oparłam głowę o drzwi do łazienki, wciąż zaspana czekałam na swoją kolej. - Czy ty tam zasnęłaś?! - przetarłam oczy i zapukałam kilka krotnie w drewno.
- Już wychodzę! Nawet nie dadzą człowiekowi prysznica wsiąść! - krzyknęła z lekkim sarkazmem w głosie. Cała Cam. Eh, ziewając usiadłam na stole i chwyciłam telefon do ręki. Kilka połączeń od Belli i pana S. Wzruszyłam ramionami i rzuciłam telefonem na łóżko. Wstałam ze stołu, pomaszerowałam do mojej torby by sprawdzić, czy colt jest bezpieczny. Był, leżał na samym dnie. Wyciagnęłam go i z zaciekawieniem przyglądałam się mu.
- Co w tobie takiego jest, że zabijesz wszystko? - mruknęłam, wtem doszło pukanie do moich uszu. Schowałam broń i w kilka kroków byłam przy drzwiach. Otworzyłam je i z udawanym ziewnięciem spojrzałam na chłopaka przede mną.
- Ty jesteś Claudia? - jego głos był taki cudny, nie mogłam się powstrzymać od westchnięcia. Był niesamowity... i ten naszyjnik na jego szyi. Zaraz. Zaraz. Naszyjnik?! WINCHESTER.
- Tak... to ja ... czego może ode mnie chcieć syn Winchestera? - oparłam się o framugę drzwi i skrzyżowałam ręce na piersiach. Zielonooki uśmiechnął się łobuzersko i pokręcił głową.
- Dobrze wiesz czego...- zrobił krok w moją stronę. - Wiem, że go masz... - mruknął mi do ucha, sprawiając, że dreszcze przeszły moje ciało.
- Po co on wam?
- Chyba wiesz ...Znasz pewnie historię mojej rodziny.
- Żółtooki...- szepnęłam, a w jego oczach pojawił się błysk. - Dobrze... Dam ci go... Ale...pod jednym warunkiem...- uśmiechnęłam się łobuzersko i wciągnęłam go do środka pokoju.
- Nie tak ostro...
- Bo co? Ty też nie jesteś aniołkiem, Dean...- mruknęłam mu do ucha. - Cam mamy gościa!
____
Mam nadzieję, że się trochę podoba. Flirt ze staruszkiem to nie mój pomysł... Hmmm...Komentujcie :D