<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587</id><updated>2011-11-09T15:22:16.030-08:00</updated><title type='text'>One Of Those Boys - Frerard</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>10</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-5461101821632898974</id><published>2011-11-09T15:22:00.000-08:00</published><updated>2011-11-09T15:22:16.040-08:00</updated><title type='text'>My Supernatural Story. part 1.</title><content type='html'>Minęło kilka lat od momentu gdy ja i Camilla skończyłyśmy szkoły i postanowiłyśmy zapomnieć o starym życiu. Nudnym, pozbawionym jakichkolwiek emocji. Coś mi przypomina ten opis. Hmm? Nieważne. Jechałyśmy już dwanaście...dwanaście pełnych, nudnych i męczących godzin do Lawrence w Kansas. Tak właściwie to nie wiem czemu tam pojechałyśmy. Podobno jakieś demony tu były. Camilla wie wszystko. Ja tylko jestem od prowadzenia samochodu i strzelania do demonów, duchów czy innych diabelstw. Kątem oka spojrzałam na śpiącą Cam i uśmiechnęłam się pod nosem. Nie, nie była moją siostrą, ale ją za taką uważam. Ziewnęłam przeciągle, a moje powieki zaczęły opadać. Pokręciłam głową, nie mogę zasnąć. Demon siedzi nam na ogonie...ale z drugiej strony ...mamy broń i doświadczenie. Nie! Nie! ... Dojedziemy do miasta i wtedy się prześpimy. No właściwie tylko ja. Zatrzymałam się na stacji benzynowej by zatankować i kupić kawę. Och, kofeina. Jak ja tego potrzebuje. Po ostatniej walce z demonem nie spałam od kilku dni. Takie życie łowcy. Wysiadłam z Impali, a po chwili już trzęsłam się z zimna, zatankowałam i szybkim ruchem wsadziłam ręce w kieszenie mojej kurtki i szurając butami po betonie wylanym na stacji benzynowej pomaszerowałam zapłacić i zamówić dwie kawy. Popchnęłam szklane drzwi, po chwili uderzył mnie smród spoconego ciała i papierosów, skrzywiłam się w grymasie, chwyciłam kilka lizaków, dwie paczki ciastek no i pudding w kubeczkach. Odwróciłam się na pięcie w stronę sprzedawcy, uśmiechnął się przyjacielsko. Kąciki moich ust lekko wygięły się w nikłym uśmiechu. Kiedy to ja się ostatnio uśmiechałam do kogoś, a nie tylko do Cam. Dawno. Zrobiłam kilka kroków, chwilę potem stałam przy brudnej i zakurzonej ladzie z sosnowego drewna, Omiotłam spojrzeniem całe pomieszczenie i zastanawiając się czy jeszcze czegoś nie kupić. Zielonkawa tapeta odpadała od ścian pozostawiając po sobie ślady obecności, kilka zakurzonych szafek rozpadało się&amp;nbsp; ze starości. &lt;br /&gt;- Podać coś jeszcze? - głos sprzedawcy wyrwał mnie z zamyśleń i nijakiego podziwu dla tego pomieszczenia. &lt;br /&gt;- Hmm. Właściwie to już dziękuje...- wyciągnęłam portfel z tylnej kieszeni. - Ilę płacę? - podniosłam głowę przyglądając się pooranej zmarszczkami twarzy sprzedawcy. mężczyzna uśmiechnął się, widząc jak bacznie lustruję jego buzię. natychmiast moje policzki pokrył bordowy rumieniec, więc spuściłam głowę przygryzając dolną wargę. i tak oto doświadczyłam flirtu z facetem po siedemdziesiątce. Położyłam banknoty na blacie, chwyciłam torbę z zakupami i szybko wybiegłam rzucając nikłe "do widzenia". Wskoczyłam do auta, zakupy położyłam na tylnym siedzeniu, tak samo jak kurtkę. Podciągnęłam rękawy koszuli i zacisnęłam pięści na kierownicy. Śpiącym spojrzeniem wpatrywałam się w Cam, oparła policzek o szybę, a powietrze z jej ust przemieniało się w parę wodną na szybie. Wypuściłam powietrze z płuc, wyciągnęłam komórkę i sprawdziłam czy tajemniczy pan S. nie dzwonił. Zamrugałam kilka krotnie, dzwonił kilka razy. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha. Pierwszy sygnał. Miałam nadzieję, że włączy się poczta głosowa. Drugi sygnał. Dziwne uczucie opanowało moje ciało.&lt;br /&gt;- Claudia? - przęłknęłam ślinę.&lt;br /&gt;- Tak... Dzwonił... pan do mnie. - jąkałam się. &lt;br /&gt;- Ah...no tak. Gdzie teraz jesteście? Chciałbym odzyskać colta. - zaniemówiłam. Colt był jego? Przecież Cam powiedziała, że dostała go od jakiejś Belli. Coś do mnie gadał, a ja nie kontaktowałam.&lt;br /&gt;- Mała, żyjesz? - jego wesoły głos wyrwał mnie z transu. &lt;br /&gt;- Tak jestem... Jesteśmy niedaleko Lawrence w Kansas, gdy będziesz chciał odzyskać Colta. Przyjedz i go weź. - rozłączyłam się wpatrywałam się w drogę i mijające mnie samochody. Ludzie nie zdają sobie sprawy co czyha za rogiem. Słońce dawno zaszło, a na niebie pojawił się biały księżyc oświetlający otoczenie. Noc była zimna, no cóż zbliżał się grudzień. W grudniu są święta? Kiedy to ja ostatnio miałam święta w normalnej atmosferze? Około dziesięciu lat temu. Odpaliłam silnik i wjechałam na główną drogę. By nie zasnąć włączyłam radio. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Carry on my wayward son.&lt;br /&gt;There'll be peace when you are done.&lt;br /&gt;Lay your weary head to rest.&lt;br /&gt;Don't you cry no more...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaciągnęłam się powietrzem, lekko zjeżdżając z drogi ... na moje szczęście lub czegoś innego na jezdni nie było innego auta. Zamrugałam kilka razy, jestem już mega wykończona. Będę spać kilka dni. Tak myślę. Tęskniłam za starym życiem. Nie było w nim nic niezwykłego. Ale..Ale miałam dom, rodzinę i psa. To było idealne życie. Teraz byłam tylko ja, Camilla i moja cudna Impala, w której rozbrzmiewały nuty piosenki Kansas. Gdy piosenka się skończyła minęłam znak informujący, że wjechałam właśnie do Lawrence. Poczułam ulgę. W końcu wypocznę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;- Cam wyłaź z tej łazienki! - oparłam głowę o drzwi do łazienki, wciąż zaspana czekałam na swoją kolej. - Czy ty tam zasnęłaś?! - przetarłam oczy i zapukałam kilka krotnie w drewno.&lt;br /&gt;- Już wychodzę! Nawet nie dadzą człowiekowi prysznica wsiąść! - krzyknęła z lekkim sarkazmem w głosie. Cała Cam. Eh, ziewając usiadłam na stole i chwyciłam telefon do ręki. Kilka połączeń od&amp;nbsp; Belli i pana S. Wzruszyłam ramionami i rzuciłam telefonem na łóżko. Wstałam ze stołu, pomaszerowałam do mojej torby by sprawdzić, czy colt jest bezpieczny. Był, leżał na samym dnie. Wyciagnęłam go i z zaciekawieniem przyglądałam się mu. &lt;br /&gt;- Co w tobie takiego jest, że zabijesz wszystko? - mruknęłam, wtem doszło pukanie do moich uszu. Schowałam broń i w kilka kroków byłam przy drzwiach. Otworzyłam je i z udawanym ziewnięciem spojrzałam na chłopaka przede mną.&lt;br /&gt;- Ty jesteś Claudia? - jego głos był taki cudny, nie mogłam się powstrzymać od westchnięcia. Był niesamowity... i ten naszyjnik na jego szyi. Zaraz. Zaraz. Naszyjnik?! WINCHESTER.&lt;br /&gt;- Tak... to ja ... czego może ode mnie chcieć syn Winchestera? -&amp;nbsp; oparłam się o framugę drzwi i skrzyżowałam ręce na piersiach. Zielonooki uśmiechnął się łobuzersko i pokręcił głową.&lt;br /&gt;- Dobrze wiesz czego...- zrobił krok w moją stronę. - Wiem, że go masz... - mruknął mi do ucha, sprawiając, że dreszcze przeszły moje ciało. &lt;br /&gt;- Po co on wam? &lt;br /&gt;- Chyba wiesz ...Znasz pewnie historię mojej rodziny. &lt;br /&gt;- Żółtooki...- szepnęłam, a w jego oczach pojawił się błysk. - Dobrze... Dam ci go... Ale...pod jednym warunkiem...- uśmiechnęłam się łobuzersko i wciągnęłam go do środka pokoju.&lt;br /&gt;- Nie tak ostro...&lt;br /&gt;- Bo co? Ty też nie jesteś aniołkiem, Dean...- mruknęłam mu do ucha. - Cam mamy gościa! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;____&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Mam nadzieję, że się trochę podoba. Flirt ze staruszkiem to nie mój pomysł... Hmmm...Komentujcie :D&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-5461101821632898974?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/5461101821632898974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/11/my-supernatural-story-part-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/5461101821632898974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/5461101821632898974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/11/my-supernatural-story-part-1.html' title='My Supernatural Story. part 1.'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-2499313984628524979</id><published>2011-10-03T13:14:00.000-07:00</published><updated>2011-10-03T13:15:38.892-07:00</updated><title type='text'>Mini opa kochanej Titu!</title><content type='html'>Heeejka my biczys~! Mam coś dla was ciekawego! Spodoba wam się. Autorką tego jest Titu! (Moje kochanie &amp;lt;3) Nie chciała sama wstawić więc ja wstawiam :D To są krótkie opowiadanka, bardzo mi się podobają... proszę powiedzcie, że wam też :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;enjoy!&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Arial'; font-size: 8pt;"&gt;Cisza. Jak zwykle lampy pogasili. Ciemność. Ona zawsze bała się ciemności. Miała jeszcze dwie ulice do domu. powtarzała sobie "wytrzymasz, wytrzymasz", Opuszczony plac zabaw. Skrzypiące huśtawki przestraszyłyby nawet umarłego. Nie chciała tak długo zostawać. Ale on ją zmusił. Szelest. Gwałtowny zwrot w tył ale nie zdążyła krzyknąć. Nic nie zdążyła zrobić. On ten którego kochała nad życie, zabrał je jej. Pochował ją w lesie. Tak jak chciała. Na mini pogrzebie puszczona została jej ulubiona piosenka "Helena". Nie miała nagrobka. ON nie chciał mieć z tego kłopotów. W rok później na jej grobie wyrosła piękna czarna róża&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szpital. Wszędzie biały kolor. Nigdy go nie lubił. W ogóle nie lubił tego miejsca. Jakim cudem ona go tu zaciągnęła? Teraz cały dzień lekarze wsadzali. wyjmowali, nakładali rożne rzeczy na jego ciało. Był zmęczony i wyczerpany. Widział siebie za pół orku kiedy weźmie ślub z piękną Klaudią. Gostek w białym kitlu w końcu wyszedł z gabinetu. Dziewczyna chwile z nim pogadała. Podeszła do mnie i wyszeptała "przejdziemy przez to razem kochanie". Przez jedną chwile nie wiedziałem o co jej chodzi. Byłem chory ale na co? Nie pozwoliła mi dojść do słowa. Piętnaście minut potem dowiedziałem się że to rak. Rak mózgu. ostatnie stadium. jest praktycznie zerowe szanse na wyleczenie pacjenta . Ale miałem w niej podporę wiedziałem to. Mijały dni, tygodnie. Podawali mi chemie byłem nią wyczerpany. Ona przy mnie trwała, przychodziła, śmiała się. mówiła ze wszystko będzie dobrze i że jestem jedyną osobą w jej życiu. Po następnym tygodniu położyli na mnie kreskę. Chciałem wrócić do domu i tam umrzeć. Sprzeciwiła się. Wyszedłem sam. W naszym wspólnym łózko leżał pan z czerwonymi włosami. Nazywał się Gerard Way. Moje serce stało się puste. Zaraz się zabije przyspieszę po prostu to co nieuniknione. Spisuje moje ostatnie myśli by każdy wiedział że nikomu nie można ufać. Jeśli ktoś to znajdzie niech zapamięta mnie jako dobrego człowieka. Z podpisem FRANK IERO&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm... zastanawialiście jak to jest umrzeć? Ja nie, bo po co mi to? Nie oszukujmy się nic przyjemnego to na pewno nie jest. Ja umarłem szybko i boleśnie. Wyobraźcie sobie idę ulicą no i co że była noc?! I ktoś mnie zamordował z zimną krwią. Teraz żeby było w górze komuś wesoło. Warunkiem przejścia na drugą stronę jest stróżowanie tego pajaca który mnie zabił! Postanowiłem że się na nim zemszczę. Nie było ważne jak mnie za to ukażą. Nieważnym było teraz nawet to że zabił mnie swój własny brat. Nie miałem przecież uczuć prawda? Nie mógł mnie zobaczyć. Chciałem go dotkliwie zranić jak tylko można. Byłem rozgoryczony o ile można by to tak nazwać. W przypływie impulsu odkręciłem wszystkie kurki z gazem jego dziewczynie Shiloh. Umarła przez uduszenie. Po prostu weszła do łazienki i już z niej nie wyszła. Nawet transfuzja całej krwi czy komora hiperbaryczna by jej nie pomogła. Ja zostałem ukarany wygnany na zakresy czarnej parady. Spotkałem tam kilku wyjątkowych ludzi. Mój brat popełnił samobójstwo. Nie żałuje niczego w życiu ~Mikey Way&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; font-family: 'Arial'; font-size: 8pt;"&gt;Wkładasz lodowatą dłoń mojego bagażnika. Widzę że drżysz. Kręcisz głową szepcząc "to nie możne być prawda". Od dawna wydaje się nam że nic na tym świecie nie jest prawdą. To jest wojna w której bierzemy czynny udział. Mówię jej "ty nie musisz brać w tym udziału". Blada zabiera rękę z amunicji. "Nie. Mogłabym zakończyć swoje życie z tobą w gradzie pocisków". Kiwam głową 24h później znajdujemy się na polu bitwy pisze wiersz dla niej mojej Heleny o demonicznej miłości która nas więzi.&lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; font-family: 'Tahoma'; font-size: 8pt;"&gt;But this time, I mean it&lt;br /&gt;I'll let you know just how much you mean to me&lt;br /&gt;As snow falls on desert sky&lt;br /&gt;Until the end of everything&lt;br /&gt;I'm trying, I'm trying&lt;br /&gt;To let you know how much you mean&lt;br /&gt;As days fade, and nights grow&lt;br /&gt;And we go cold&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; font-family: 'Tahoma'; font-size: 8pt;"&gt;Giną tego samego dnia. Razem w kałuży krwi. Ich nieruchome już oczy wpatrzone są w siebie nawzajem. Te oczy do końca wszechświata będą widzieć tylko siebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Arial'; font-size: 8pt;"&gt;&amp;nbsp;Obudził ją Sms. Napisał on. Uśmiech pojawił się na jej twarzy . Jednak zniknął w chwili czytania wiadomości: "słuchaj.. nie mogę tak dalej ..ja.. ja już cię nie kocham ! nigdy nie kochałem" ...co ? Po tym wszystkim co przeżyli on nie kocha ? jak może.?! Przecież byli idealną parą. Każdy zazdrościł im tej 'miłości'.. planowali przyszłość.. chcieli zbudować biały dom mieć psa i gromadkę dzieci.. a on tak po prostu pisze, ze jej nie kocha ?! .. Dziewczyna wyłączyła telefon. Zawalił jej się świat. wszystko co było dla niej najważniejsze straciło sens. I co teraz ? Wyszła z domu Cała zapłakana. Łzy spływały wraz z jej ciemnym tuszem . Poszła w miejsce gdzie chodzili razem. Nad jezioro.. usiadła i przed jej oczami przewijały się wszystkie wspólne chwile. Pierwszy pocałunek.. Pierwsze "Kocham Cię" .. nie wytrzymała.. Wskoczyła do wody.. Nie przeżyła.. On tymczasem wysyłał jej Sms: 'Prima aprilis kochanie! '&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Arial'; font-size: 8pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Arial'; font-size: 8pt;"&gt;Leżała pod kroplówką. lekarze stwierdzili u niej niewydolność serca. ‘jedynym rozwiązaniem jest przeszczep’ – wydali wyrok. niestety kolejka biorców była niezwykle długa. nie mogła tyle czekać. lekarze postawili na niej krzyżyk. - masz być szczęśliwy, rozumiesz? – powiedziała pewnego wieczoru, kiedy oboje leżeli na szpitalnym łóżku. - bez Ciebie to niemożliwe maleńka. – odpowiedział, zaciskając pięść na prześcieradle. - jeżeli zobaczę ‘tam z góry’, że uroniłeś chociażby łzę to zjawię się tutaj z powrotem, żeby Ci nakopać! – powiedziała, a oboje wybuchli śmiechem. - nigdy nie będziesz tam na górze, powiedział całując ją w czoło. dwa dni później, obudziło ją szarpanie za rękaw pidżamy. - mamy dawcę! mamy dawcę, kochanie! – krzyczała jej matka, starając się ją obudzić. zaczęła krzyczeć z przepełniającej ją euforii. - dostałam szansę, mamo. niepowtarzalną szansę życia. – wyszeptała, opadając z emocji. kilka dni później, kiedy dochodziła już do siebie po zakończonej sukcesie operacji, postanowiła zadzwonić do niego, żeby przekazać mu nową nowinę. ‘powiem mu, że mam nowe serce, którym będę kochać go jeszcze mocniej’ – pomyślała. niestety nie odbierał. kilkakrotnie, starała się do niego dodzwonić. wyszła ze szpitala, a on nadal nie odpowiadał na jej wiadomości. - mamo. tak właściwie to od kogo dostałam tą drugą szansę? no wiesz. moje nowe serce? – spytała podczas kolacji. - skarbie, dawcy są anonimowy. jedyne co mi wiadomo to, że nosisz narząd jakiegoś mężczyzny który zmarł w tragicznym wypadku samochodowym. ktoś wspominał również o tym, że wyglądało to jak samobójstwo. chłopak celowo wjechał w jedno z drzew, tak jakby chciał ze sobą skończyć. - to straszne. – powiedziała, czując przeszywający ją dreszcz. - właśnie! byłabym zapomniała. – powiedziała matka, odnosząc naczynie do zlewu. Twój ‘najdroższy’ jak go nazywałaś, kazał Ci przekazać kopertę kiedy ostatnim razem był u Ciebie w szpitalu, a Ty akurat spałaś. - dopiero teraz mi o tym mówisz?! - wybacz słońce, wypadło mi z głowy. – powiedziała, podając córce niebieską kopertę. subtelnie wysunęła karteczkę, pełna podekscytowania. ze łzami w oczach przeczytała tekst, napisany starannym druczkiem. ‘pamiętaj, że nie wolno Ci uronić łzy bo wrócę Ci i nakopię! nosisz moje serce, maleńka. masz się nim dobrze opiekować. przecież obiecałem, że nie pozwolę Ci być tu – na górze’. teraz już na zawszę będę cząstką Ciebie.’ &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;BY: TITU&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-2499313984628524979?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/2499313984628524979/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/10/mini-opa-kochanej-titu.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/2499313984628524979'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/2499313984628524979'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/10/mini-opa-kochanej-titu.html' title='Mini opa kochanej Titu!'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-295761727378532614</id><published>2011-09-23T15:08:00.000-07:00</published><updated>2011-09-23T15:08:19.601-07:00</updated><title type='text'>Rozdział 6</title><content type='html'>Nastał nowy dzień, słońce raziło mnie w oczy. A może to nie słońce? Leniwie otworzyłem oczy.&lt;br /&gt;- Aaaaa...Światło!!! - syknąłem i zakryłem się kołdrą.&lt;br /&gt;- Ohh sorki Gee...Już gaszę...Nie mogłem znaleźć szkicownika...- Gee biegał po pokoju jakby był na prochach.&lt;br /&gt;- Co cię ugryzło, że tak biegasz? - mruknąłem wyłaniając się spod ciepłej pościeli. Światło było zgaszone, spojrzałem na zegarek. Siódma rano. Jęknąłem.&lt;br /&gt;- Gee...Co ty odpierniczasz? Chodź spać...Widzę, że nie jesteś ubrany...- ziewnąłem.&lt;br /&gt;- Wybacz...Ale widziałem coś i chciałem to narysować....- mruknął cicho, odkładając szkicownik na biurko, wszedł do łóżka wtulając się we mnie.&lt;br /&gt;- Cóż takiego widziałeś? - oczy zaczęły mi opadać, powoli zdawałem sobie sprawę, że mam kaca.&lt;br /&gt;- Czarno-szarą postać z czerwonymi oczami... Był smutny...Patrzył się na ciebie...- Otworzyłem gwałtownie oczy.&lt;br /&gt;- Że co?! Gapił się na mnie? Ale ja...- zagryzłem wargę. Chłopak uniósł brwi ku górze.&lt;br /&gt;- Ale co Gerd? - Spojrzałem mu w oczy. Wiem, że nie uniknę tej rozmowy.&lt;br /&gt;- Rano ci powiem...Łeb mi pęka...- chłopak uśmiechnął się głupkowato, wtulił się we mnie.&lt;br /&gt;- Dobranoc kochaniutki...&lt;br /&gt;- Haha... Geldzio być zadowolony...- mruknąłem cicho, zacząłem szturchać nosem w jego czubek głowy. Mruczałem przy tym jak kot. Wąchałem jego włosy, które pachniały arbuzem.&lt;br /&gt;- Ohhh kocie ...- usiadł na mnie okrakiem, uśmiechał się zalotnie. - Odechciało się spać? - Nachylił się nad moim uchem i je polizał.&lt;br /&gt;- Aaa łaskocze! ... A co do pytania...Nadal chce spać...Ale sprawiasz, że chce cały czas z tobą grzeszyć...- kąciki moich ust wygięły się w łobuzerskim uśmieszku. Czarnowłosy zaczął całować mnie po szyi. Jęknąłem z przyjemności. Objąłem go w pasie.&lt;br /&gt;- Jak ty dobrze wiesz co mi sprawia przyjemność...- mruknąłem cicho o wbiłem się w jego usta. Poczułem jego ciepły język w mojej buzi, zacząłem oddawać pocałunek z podwójną mocą. Wsadziłem rękę w jego bokserki. Jęknął przez pocałunek. Jego męskość była twarda od napływającej do niej krwi, zaśmiałem się w myśli. Bo tylko ja go do tego (jak na razie) doprowadziłem. To teraz może trochę się zabawimy. Zacząłem przesuwać dłonią w górę i w dół po całej jego męskości. Chłopak zamknął oczy z przyjemności i pojękiwał cichutko. Przestałem na chwilkę bym mógł ułożyć go na łóżku i zająć się swoją "robotą". Wił się jak gąsienica, co sprawiało mi satysfakcję.&lt;br /&gt;- Gerd...Gerd...Przestań...-jęknął przeciągle gdy ścisnąłem jego męskość. Nie przestanę. Zacząłem szybciej poruszać ręką, żeby go trochę uciszyć wbiłem się w jego usta. Całowałem namiętnie i łapczywie. Ledwo co oddawał pocałunek.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gee...Przestań...To jest za przyjemne...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Z&lt;/i&gt;aśmiałem się w duchu, odsunąłem się od niego na tyle by spojrzeć w jego miodowe oczka. Było w nich pożądanie.&lt;br /&gt;- Normalnie kocham gdy to robisz...- mruknął cicho, obejmując mnie za szyję. Zaśmiałem się. Położyłem głowę na poduszce, zacząłem się wpatrywać w niego jak w obrazek. Pewnie z widoku trzeciej osoby wyglądaliśmy jak zakochana para. Szkoda, że to nie prawda.&lt;br /&gt;- Może chodźmy spać? - mruknąłem cicho, przed oczami miałem śmiejącego się Franka. Wypuściłem powietrze z płuc.&lt;br /&gt;- Ehem...Dobry pomysł...- wtulił się w mój tors i lekko go cmoknął. - Słodkich snów Gerd...&lt;br /&gt;- Nawzajem mały...- uśmiechnąłem się. Chyba staje się znów człowiekiem...coraz częściej śpię.&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Siedziałem sam w salonie, ponieważ Gee jest znów ze swoim Frankiem. Oglądałem jakiś nudny program w tv. Gdy nagle coś objęło mnie za szyję. Pisnąłem.&lt;br /&gt;- Haha...Gerd...Nie piszcz jak baba...- odwróciłem się w stronę uśmiechniętego szarego Franka. WTF?! Jest jaśniejszy.&lt;br /&gt;- Frank...Jesteś jakiś inny...- mruknąłem cicho, gładząc go po policzku. Przymknął oczy, które nie były już czerwone... Tylko zielono-brązowe jak kiedyś.&lt;br /&gt;- To dla tego, że z tym walczę... - usiadł koło mnie, natychmiast go objąłem.&lt;br /&gt;- Przepraszam, że byłem dla ciebie nie miły... Po prostu za tobą tęskniłem...- chłopak położył mi dłonie na policzkach i uśmiechnął się zadowolony z moich słów.&lt;br /&gt;- Wybaczam ci Gee...A ty wybaczyłeś mi mój zły wybór? - przełknąłem ślinę.&lt;br /&gt;- Tak... Każdy może popełniać błędy...- zobaczyłem wesołe iskierki w jego oczach. - Mini ja cię dziś widział...&lt;br /&gt;- O szit! Widział mnie?! Serio? - zagryzł wargę, a kosmyk jego włosów opadł mu na czoło. Kiwnąłem głową.&lt;br /&gt;- Mówił, że stałeś i patrzyłeś na mnie ze smutkiem...- mruknąłem cicho. Przeszły mnie dreszcze gdy objął mnie w talii.&lt;br /&gt;- No to ja...- uśmiechnął się lekko. - Boże, jak miło być znów w twoich objęciach.&lt;br /&gt;- Ja też za tym tęskniłem...Za całym Frankiem Iero, którego pokochałem...- cmoknąłem go w czoło. Zarumienił się, a na jego szarawej skórze to cudnie wyglądało. - Więc Frankie...Opowiadaj co się stało z zespołem gdy umarłem? -Chwyciłem pilota i przełączyłem na MTV.&lt;br /&gt;- Ohh, to było straszne! Mikey poszedł do psychiatryka...Ponieważ już nie wytrzymywał. Wybuchał płaczem gdy tylko słyszał nasze piosenki w radiu. Ray przez kilka dni chodził najebany...aż w końcu trafił na odwyk...a ja zostałem sam ze zranionym sercem...W końcu los sprawił, że potrącił mnie samochód...no i zmarłem...Kilka miesięcy po tobie. - spojrzał mi w oczy. - A fani byli zrozpaczeni! ... Dwóch członków My Chemical Romance zginęło, a pozostali są na skraju załamania... - Zagryzłem wargę. - Czyli MCR przestało istnieć, ale za to znów cię odnalazłem! - uśmiechnął się zadowolony z siebie.&lt;br /&gt;- Ohhh, Frankie... Wariacie ty mój...- objąłem go mocno. Odsunąłem się i cmoknąłem go w czoło.&lt;br /&gt;- Wiesz, ze swoim nowym wcieleniem słodko wyglądasz....- obserwował wszystko co robiłem z Gerdem?! - Jak ojciec z synem...- wybuchnąłem śmiechem, Frank też ledwo co się powstrzymywał.&lt;br /&gt;- Ojciec chyba nie uczy syna, żeby gwałcił się ze swoim wcieleniem nie? - Chwyciłem go za dłoń.&lt;br /&gt;- No raczej...- spuścił głowę i znów się zarumienił. Chyba wiedział co chce zrobić. Uniosłem lekko jego głowę i delikatnie musnąłem jego wargi. Znów się zbliżyłem tym razem pogłębiłem pocałunek. Jak to Frank niezdarnie wlazł mi na kolana i niezdarnie zaczął oddawać pocałunek, który był pełen emocji. Pełen tęsknoty.&lt;br /&gt;- Kocham cię Gee...- mruknął cicho i pogładził mnie po głowie. - Wrócę później... Wiesz..Nie mogę się za często pojawiać...- cmoknął mnie jeszcze raz i zniknął.&lt;br /&gt;- Pa Frankie... - spuściłem głowę. To czekam teraz na kolejne spotkanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedziałem w aucie obok Gerarda i Mikeya, jechaliśmy do lekarza ponieważ chłopacy złapali jakaś ostrą grypę. Oby dwaj całe dnie siedzą w pokoju lub na kanapie przed TV. Współczuje im. Mój Frank pojawiał się coraz częściej i stawał się coraz kolorowy! Widać, że dobrze mu szło z zwalczeniem tego.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Geee! Chyba zaraz umrę...Czuję się okropnie!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Westchnąłem, pogładziłem go po głowie, wtuliłem się w niego, a to, że byłem nie widzialny to jeszcze lepiej.&lt;br /&gt;&lt;i&gt; Oooo cieplej...Dziękuje Gerd.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Uśmiechnąłem się do niego.&lt;br /&gt;&lt;i&gt; Proszę młody, prześpij się trochę...Jestem cały czas przy tobie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Chyba mnie posłuchał, bo zamknął oczy i po chwili spał, Mikey tak samo. Ehhh to będzie nudna jazda...&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Wróciliśmy do domu. Lekarz powiedział, że chłopcy mają najostrzejsze przeziębienie + zapalenie gardła. Przez to nie mogę normalnie rozmawiać z Gee. Mini Frank przychodził do niego, opiekował się nim, a potem wychodził. Nie mógł nic więcej zrobić. Ja też pomagałem tylko duchowo. Musiał sam wyzdrowieć z małą pomocą leków. Siedziałem i rysowałem coś w szkicowniku czarnowłosego, gdy nagle obok mnie pojawił się Frank, z wystraszoną miną.&lt;br /&gt;- I co z nim? - mruknął cicho. &lt;br /&gt;- Źle...- odłożyłem szkicownik, by spojrzeć na niego. Nie było jakiś zmian w jego wyglądzie. Stawał się taki jak ja. I dobrze.&lt;br /&gt;- Cholera! Dostałem rozkaz, że teraz mam go zabić...Ale ja nigdy tego nie zrobię!&lt;br /&gt;- Wierzę ci Frank...- powiedziałem. Obym potem tego nie żałował.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-295761727378532614?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/295761727378532614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/09/rozdzia-6.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/295761727378532614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/295761727378532614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/09/rozdzia-6.html' title='Rozdział 6'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-6062558771491074549</id><published>2011-09-17T16:41:00.000-07:00</published><updated>2011-09-17T16:41:29.472-07:00</updated><title type='text'>Rozdział 5</title><content type='html'>&lt;div style="color: black;"&gt;- Gerard? Gee słyszysz mnie? - poderwałem się do pozycji siedzącej,  rozejrzałem się po pokoju. Nie było go. Spojrzałem na wystraszonego  chłopaka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Co się stało? - mruknąłem cicho. Spuściłem wzrok. Zrobiło mi się wstyd. Pytanie czemu.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;-  Krzyczałeś, że on ma wyjść z twojej głowy... Że go nie ma...i pytałeś  się czemu go zostawiłeś...Po chwili zemdlałeś...- pogładził mnie po  czole, widać że się mną przejmował. Położyłem mu głowę na kolanach,  przytuliłem się do niego.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Ile byłem nieprzytomny?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Cały  dzień...Frank był...Poszedł już...Mikey siedzi u siebie ...A mama jest  na jakimś spotkaniu - rzucił. Przyglądał mi się z troską. Pogładził mnie  po policzku. Uśmiechnąłem się lekko. - Jesteś głodny?&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Nie...Ale mogę kawy? - kiwnął głową i wyszedł z pokoju. Zostawiając mnie samego z NIM.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;i&gt;Skoro tu jesteś...Przy mnie...Pokaż się...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;Czułem jego obecność. Ale go nie widziałem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;i&gt; Nie mogę... Ja...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;Prychnąłem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;-  Ja nie mogę GEE! - podniosłem głowę, był nade mną. Miał czerwone oczy.  Spadłem z łóżka, lecz nadal na niego patrzyłem. Był czarno-szary +  czerwone oczy. Wyglądał jak potwór z koszmaru.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Frankie...Co ja najlepszego z tobą zrobiłem...- wyciągnąłem rękę ku niemu, syknął i cofnął się do tyłu.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;-  To nie ... Twoja wina Gerard...Ja wybrałem takie życie po śmierci...Ty  miałeś tylko dwie opcje...ja trzy... i żałuje tego wyboru. - zastygłem.  Chciałem rzucić się na niego. Znów poczuć jego bliskość. Zrobiłem krok w  przód. I kolejny. I kolejny. Objąłem go za szyję i mocno przytuliłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Przepraszam! Przepraszam... - stał bez ruchu. - Frank, nie powiedziałem ci czegoś nim umarłem. - mruknąłem cicho&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Ja też nie zdążyłem...- położył swoje dłonie na moich biodrach. Był lodowaty. - Kocham cię Gerard...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Ja ciebie też... - objęliśmy się mocno. - Nigdy więcej cię nie opuszczę...&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;-  Gerd... Nie mogę się za często pojawiać...Teraz muszę iść...- mruknął  cicho. - Chroń mini ciebie...Przede mną...- i zniknął. Rozpłyną się.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;Czyli przed nim mam chronić Gee?! Przed moją miłością! Krzyknąłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;i&gt;Nie krzycz Gee...To moja wina ...Przepraszam...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;i&gt;- Frank! - &lt;/i&gt;krzyknąłem. Usłyszałem skrzypienie drzwi, Gee wszedł z dwoma kubkami kawy. Łza poleciała mi po policzku.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- On tu jest... I przed nim mam cię bronić...- wyjąkałem. Chłopak odstawił kubki i klęknął przede mną.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;-  Frank? Twój Frank? - zrobił wielkie oczy. Kiwnąłem spuszczoną głową.  Myślałem, że zaraz wybuchnę szlochem i wypłacze wszystkie płyny z mojego  martwego ciała. Kocham go...ale również nienawidzę...Zajebiście...&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;Siedziałem  zmulony na krześle, kiwając się lekko w przód i w tył. Był już ranek  następnego dnia. Gee znów nie poszedł do szkoły. Siedzi ze swoim (dobrym  i kochanym) Frankiem w sypialni, a ja siedziałem sam w salonie  słuchając radia. Podkuliłem kolana pod brodę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Życie jest do dupy...A co dopiero śmierć... - warknąłem. - Wszystko jest do dupy... Chce znów umrzeć...&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Nie mów tak...- poderwałem głowę. - Nie mów tak Gee...&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Znów tu jesteś? Zabij mnie i jego będzie już z głowy...- rzuciłem beznamiętnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;-  Nie zrobię tego... Jest z moim wcieleniem... Nie chce jego  skrzywdzić...Bo wiem jak to się skończy. Gerard...Ja próbuje się z tego  uwolnić...&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;- Próbuj dalej...- zastygł, spojrzał na mnie smutno i  zniknął. Eh. Teraz do mnie dotarło, że jestem idiotą. Rozpoznałem  dźwięki jednej z moich ulubionych piosenek.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;You can't quit until you try&lt;br /&gt;You can't live until you die&lt;br /&gt;You can't learn to tell the truth&lt;br /&gt;Until you learn to lie&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Zagryzłem wargę. Czemu teraz ona musi lecieć? Przecież jestem trupem...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;You can't breathe until you choke&lt;br /&gt;You gotta laugh when you're the joke&lt;br /&gt;There's nothing like a funeral to make you feel alive&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Usłyszałem  melodyjny śmiech żyjącego Franka, schodził po schodach. Spojrzałem na  niego. Rumieńce wskazywały, że był cholernie zakochany. Oby tego potem  nie żałował.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;   &lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;Just open your eyes&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt; Just open your eyes&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt; And see that life is beautiful.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt; Will you swear on your life,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt; That no one will cry at my funeral?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Westchnąłem. Usiadłem z powrotem na kanapie. Wspomnienia nie dawały mi spokoju. Ja chce umrzeć...Znów&lt;/span&gt;&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;I know some things that you don't&lt;br /&gt;I've done things that you won't&lt;br /&gt;There's nothing like a trail of blood to find your way back home&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Mam dość tej piosenki. Wyłączyłem radio. Muszę się napić...&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Podszedłem do barku i wyciągnąłem butelkę jakiegoś alkoholu. Otworzyłem, przyłożyłem butelkę do ust.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- No to hlup Gerdziu...- mruknąłem do siebie i zacząłem pić gorzki płyn.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- Gerard! Cholera..! Co się stało? - krzyk czarnowłosego rozsadzał mi bębenki.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- Szpokojnie Gerdzio poszpsząta...- mruknąłem, chłopak posadził mnie na kanapie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- Co się z tobą stało?&amp;nbsp; - przytulił mnie mocno do siebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- Po ...plostu...Umarłem! - krzyknąłem. Chłopak zagryzł wargę, a mi zachciało się spać...Więc chyba tak zrobię. Ziewnąłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- Chodź położysz się w moim łóżku...Będę przy tobie cały czas...Nie opuszczę cię...- uśmiechnąłem się i chyba film mi się urwał.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Otworzyłem oczy, było cholernie ciemno w pokoju, poczułem czyjąś dłoń na moim brzuchu. Spojrzałem na czarnowłosego. Jak obiecał tak zrobił. Spojrzałem na zegarek. Trzecia w nocy. Czas duchów. Booo... Ale strasznie. Przytuliłem młodego bardziej, westchnąłem. Coś czuje, że moje pośmiertne życie nie będzie takie spokojne...&amp;nbsp; Chciałbym się obudzić w swoim łóżku, w swoich czasach z Frankiem u boku. Marzenia. Psssst....A po głowie nadal chodziła mi jedna piosenka.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="color: #999999;"&gt;Just open your eyes&lt;/i&gt;&lt;br style="color: #999999;" /&gt;     &lt;i style="color: #999999;"&gt; Just open your eyes&lt;/i&gt;&lt;br style="color: #999999;" /&gt;     &lt;i style="color: #999999;"&gt; And see that life is beautiful.&lt;/i&gt;&lt;br style="color: #999999;" /&gt;     &lt;i style="color: #999999;"&gt; Will you swear on your life,&lt;/i&gt;&lt;br style="color: #999999;" /&gt;     &lt;i style="color: #999999;"&gt; That no one will cry at my funeral?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="color: #999999;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: #999999;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Zamknąłem oczy, wtuliłem się w Gerda i powoli odpłynąłem. Oby to był tylko zajebiście posrany sen...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style="color: #999999;"&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;_________________________________ &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&amp;nbsp;Piosenka: Sixx: A.M. - Life is Beautiful.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Wow, 3 rozdziały w 3 godziny... Brawa dla mnie...Bunny jest miszczem D: a teraz idzie lulu &amp;lt;3&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Keep Running Killjoys! ;3&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #999999; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-6062558771491074549?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/6062558771491074549/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/09/rozdzia-5.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/6062558771491074549'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/6062558771491074549'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/09/rozdzia-5.html' title='Rozdział 5'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-3298431955900518175</id><published>2011-09-17T15:22:00.000-07:00</published><updated>2011-09-17T15:22:40.702-07:00</updated><title type='text'>One Shot  "Life is Beautiful" cz. 1</title><content type='html'>Nie wiem gdzie biegnę, ale to robię. Straciłam wszystko co miałam... Byłam w jakimś lesie. Sama. Zatrzymałam się przy jakimś drzewie. Osunęłam się po pniu i usiadłam po turecku na mokrej ziemi. Schowałam twarz w dłoniach. Teraz przed oczami widziałam co się przed chwilą stało. Straciłam matkę, ojca, babcię i najbliższą mi kuzynkę, która była dla mnie jak siostra. Nie miałam nikogo więcej. Otarłam łzy z policzków. Muszę wrócić po rzeczy i uciec z tego miasta. Otrzepałam spodnie i pobiegłam w stronę mojego ...znaczy...do budynku, który kiedyś był moim domem. Mijałam uśmiechnięte rodziny na grzybach lub piknikach. Zachciało mi się wymiotować. Wybiegłam z "parku", przebiegłam przez jakiś mostek i już byłam na swojej ulicy. Nie było już karetek ani policji. A klucze to ja mam... Weszłam po schodach. Wyciągnęłam metalowy kluczyk, przekręciłam go w zamku. Moim oczom ukazał się przedpokój cały we krwi. Drzwi zatrzasnęły się za mną. Upadłam twarzą w kałuże krwi. Zaczęłam krzyczeć i płakać. Wstałam i pobiegłam do łazienki, po drodze minęłam kilka innych wielkich kałuży. Łzy paliły mi policzki. Odkręciłam wodę i szybko zaczęłam zmywać czerwony płyn.&lt;br /&gt;-&lt;i&gt; Zostałaś sama...&lt;/i&gt; - mruknęłam do siebie, podniosłam głowę by spojrzeć w swoje odbicie. Poczochrane i posklejane od krwi włosy, rozmazana czarna kredka i siniak pod okiem. Mam na imię Claudia i właśnie zamordowali mi rodzinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Od morderstwa minęło zaledwie dwie godziny, a ja już dojeżdżałam do Piły (nazwa idealnie pasowała do zdarzenia z dzisiejszego dnia) Dobrze, że znalazłam portfele ojca i matki... Było w nich jakieś 10 tysięcy. Może mi starczy na jakieś mieszkanko. Znajdę pracę i będzie dobrze zapomnę o tym co było.&lt;br /&gt;Kogo ja oszukuję?! Nigdy tak nie będzie. Prychnęłam. Poczułam wibracje w telefonie, a po chwili w całym przedziale zabrzmiały pierwsze dźwięki "Thank You For The Venon" mojego ulubionego zespołu. Chociaż oni mi zostali. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałam.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Halo?&amp;nbsp; &lt;/i&gt;- mój głos był lekko zachrypnięty. Myślałam, że w ogóle nie będę mogła mówić.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Bunny?&amp;nbsp; &lt;/i&gt;- wszędzie poznam ten głos. Grzesiek.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Pomóż mi...Nie mam nikogo...Proszę pomóż mi...&lt;/i&gt; - zamarłam. Jego też to spotkało?! Pociągał nosem, to znaczy, że płakał.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Już do ciebie idę...akurat jestem w Pile...Gee spokojnie...Wszystko mi opowiesz... &lt;/i&gt;- skrzywiłam się. Chłopak przestał szlochać, mruknął coś i się rozłączył. W tym czasie pociąg dojechał do miasta. Zabrałam swój bagaż i pobiegłam w stronę jakiejkolwiek taksówki. Znalazłam wolną, wsiadłam ...Powiedziałam ulicę. Z trudem, ale jednak. Zauważyłam, że taksówkarz cały czas spoglądał na mnie.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Co taka dziewczyna jak ty robi sama w takim mieście jak to? - &lt;/i&gt;uniosłam brew ku górze.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Sprawy... r...rodzinne...&lt;/i&gt;- przełknęłam ślinę, chłopak...Bo nie był jakiś stary, uśmiechnął się krzywo. Przyznam, że był nawet ciekawy. Czarne włosy opadające na oczy, które były koloru niebieskiego i ten słodki uśmiech.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Jak się nazywasz...Może cię kiedyś jeszcze spotkam...&lt;/i&gt;- wyszczerzył się jak wariat.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Claudia... Lub Bunny...Jak wolisz..&lt;/i&gt;.- posłałam mu blady uśmiech, odwzajemnił go ze wzmocnioną siłą. Zatrzymaliśmy się, zapłaciłam. Z torbą z moimi najpotrzebniejszymi rzeczami ruszyłam w stronę domu Grześka. Zobaczyłam radiowóz i karetkę. Stanęłam jak wryta. Nerwowo zaczęłam szukać czarnej czupryny z różowymi końcówkami. Mam! Podbiegłam do niego, siedział na ławce przy karetce, rzuciłam mu się na szyję. Objął mnie. Spojrzałam mu w oczy.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Co się stało? Czemu oni tutaj są? i czemu masz rozdartą skórę na policzku? &lt;/i&gt;- Zasypałam go pytaniami, opuszkami palców gładziłam jego policzki. Po których kapały pojedyncze łzy.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Pat i moja matka zginęły w wybuchu gazu w naszym bloku...&lt;/i&gt; - zamurowało mnie. Moja dziewczyna nie żyje! Teraz to mój świat się załamał. Poczułam łzy w moich oczach.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Bunny...Ej nie płacz...Proszę...&lt;/i&gt; - objął mnie, wtuliłam się w jego koszulkę.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Straciłam wszystko...Mam tylko ciebie...&lt;/i&gt; - chyba skojarzył o co mi chodzi. Przytulił mnie mocniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Czyli, mamy tylko siebie? &lt;/i&gt;- Kiwnęłam głową, a cóż innego mogłam zrobić? -&lt;i&gt; I twój pomysł jest taki byśmy uciekli jak najdalej stąd?&amp;nbsp; -&lt;/i&gt; Pokiwałam energiczniej głową.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Chce być tylko z tobą...&amp;nbsp; &lt;/i&gt;- mruknęłam cicho, rozejrzałam się po kawiarence, w której siedzieliśmy.&amp;nbsp; Spokojna i cicha. Dziwnie to wyglądało jak dwójka rockowych bachorów siedziało i popijało kawę. Zaczęłam bawić się kolczykiem w wardze, spojrzałam na Gee. Miał takiego samego. W pewnym sensie byliśmy jak rodzeństwo. Mój wzrok padł na jakaś staruszkę, która przyglądała mi się morderczym wzrokiem. Uśmiechnęłam się krzywo.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Czyli ufamy tylko sobie?&lt;/i&gt; - spuścił głowę. Na to wygląda, że tak. Chce poczuć smak przygody... i umrzeć przy osobie...Na której jedynie mi zależy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-3298431955900518175?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/3298431955900518175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/09/one-shot-life-is-beautiful-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/3298431955900518175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/3298431955900518175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/09/one-shot-life-is-beautiful-cz-1.html' title='One Shot  &quot;Life is Beautiful&quot; cz. 1'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-6201476077380831692</id><published>2011-09-17T14:04:00.000-07:00</published><updated>2011-09-17T14:04:16.345-07:00</updated><title type='text'>Rozdział 4</title><content type='html'>Nie wiem czy to jest możliwe, ale strasznie chce mi się spać. Jest czwarta w nocy. Jestem duchem! Nie powinno chcieć mi się spać. Powieki stawały się coraz cięższe, więc odpuściłem sobie czytanie. Odłożyłem książkę na stoliczek. Wyciągnąłem dłoń by zgasić lampkę za mną. Udało mi się. Osunąłem się do pozycji leżącej, spojrzałem na czarnowłosego. Spał jak niemowlak. Był taki słodki. Poczułem zazdrość. Frank jednak ma farta. Pod jakimś impulsem chwyciłem dłoń chłopaka i ścisnąłem, jakbym się bał, że zniknie...Przysunąłem się do niego. Obserwowałem go. Moje oczy, choć są martwe to świeciły się jak u zakochanej nastolatki. &lt;i&gt;Ty nie możesz zakochać się w sobie... To nie jest normalne...To co już z nim zrobiłeś nie było normalne.&lt;/i&gt; Zagryzłem wargę. Wtuliłem się w tors chłopaka, ku mojemu zdziwieniu zarzucił mi ręce na ramiona i przyłożył usta do czoła. Zaledwie kilka milimetrów dzieliło jego wargi od mojej skóry. Przyjemne dreszcze przeszły moje ciało. Jego gorący oddech wywołał u mnie gęsią skórkę, delikatnie objąłem go w pasie. Jego ciepłe ciało sprawiło, że moje powieki opadły. Wtuliłem się w niego mocniej czując zapach jego (mojego?)&amp;nbsp; szamponu odpłynąłem do krainy Morfeusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widziałem go! Przysięgam! Widziałem mojego Franka!... Takiego jak go pamiętam. Z kłódką na szyi, a ja mam kluczyk do tej kłódki. Przyłożyłem dłoń do klatki piersiowej, by sprawdzić czy mam wisiorek z kluczykiem. Był na swoim miejscu. Niechętnie otworzyłem oczy, ziewając przy tym. Podniosłem się do pozycji siedzącej. Rozejrzałem się po pokoju. Nie było Gerarda!.&lt;br /&gt;- Gerard! - krzyknąłem, zrywając się z łóżka.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Nie krzycz! Jestem w łazience...Chodź do mnie...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Postawiłem kilka kroków w stronę drzwi do łazienki. Zatrzymałem się przed nimi. Pukać? Czy po prostu wejść. Zamknąłem oczy i po prostu przeniknąłem przez nie. Podniosłem głowę by spojrzeć na chłopaka. Siedział na rogu wanny. Był w samym ręczniku, który owinął sobie w biodrach. Uśmiechał się słodko.&lt;br /&gt;- Co? - rzuciłem. - Mam coś na twarzy? - dotknąłem dłonią policzka. Byłem rozpalony. On nadal zabijał (nie da się...) mnie tym swoim przenikliwym spojrzeniem. Wstał i podszedł do mnie, przyciskając mnie do drzwi. Przełknąłem ślinę. O co mu chodzi. Chwycił moje nadgarstki i przycisnął je do drzwi. Nie mogłem się wyrwać. Chudzielec, ale ma zajebiście dużo siły.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;O co ci chodzi? Co ty robisz?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Uśmiechnął się łobuzersko.&lt;br /&gt;- Ja nadal jestem prawiczkiem... Skoro ty wczoraj mnie posuwałeś...To dziś ja chce... - zaczął składać mokre pocałunki na mojej szyi. Otworzyłem szeroko oczy. Zaprzeczyć czy od razu dać mu dupy? Hmm...&lt;br /&gt;- Wolę, byś wpierw zrobił to z Frankiem...Przecież go kochasz...- prychnął, wsadził mi rękę w bokserki. Jego smukłe palce zaczęły przejeżdżać po całej długości mojego członka. Jęknąłem cicho. Chyba mu bardzo zależało. Robił to coraz szybciej.&lt;br /&gt;- Z Frankiem też to zrobię...Ale gdy już zaczęliśmy... to może skończmy? - mruknął cicho. Przygryzł lekko płatek mojego ucha. Jęknąłem głośniej, gdy poczułem mocniejszy ucisk na mojej męskości. Oddychałem coraz szybciej. Podobało mi się, ale coś we mnie mówiło, że będę tego potem żałował. Zobaczymy. Pociągnął mnie za gumkę od bokserek w stronę wanny.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Teraz moja kolej więc klękaj tyłem do mnie...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Przełknąłem ślinę, lecz zrobiłem to. Oparłem się łokciami o wannę i czekałem. Czarnowłosy zsunął mi bieliznę z bioder.&lt;br /&gt;- Gotowy?&lt;br /&gt;- Jak zawsze...- mruknąłem cicho. Przymknąłem powieki, zagryzłem wargę. Po chwili krzyknąłem. Wszedł we mnie dość mocno. Po chwili ból zmieszał się z przyjemnością. Łzy zalały moją twarz, a jęki rozkoszy wydobywały się z moich ust. &lt;br /&gt;- Gerard...Boli!...Boli! ... Kur...To boli!!! - wydarłem się na cały głos, chłopak coraz mocniej we mnie wchodził. Poczułem, że to sprawia mu przyjemność. Zagryzłem wargę.&lt;br /&gt;- P...Przepraszam...- wydyszał, pogładził mnie po kręgosłupie i pośladkach. Zwolnił. Zacisnąłem dłonie w pięści. Teraz to było mega przyjemne. Jęczałem coraz głośniej.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Boże, znów to robimy...Znów...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Chłopak krzyknął przeciągle, a ja poczułem jego nasienie wystrzeliwujące we mnie od środka. Opadł na mnie z westchnieniem przyjemności. Objął mnie czule.&lt;br /&gt;- Czuje się jak dziwka... - mruknąłem, wyszedł ze mnie, pozwalając mi wstać. Poczułem zimny płyn spływający mi po nodze. To było podniecające. Chłopak wyciągnął rękę, którą przejechał po płynie i po chwili zaczął ją zlizywać. To był niesamowity widok. Szczena mi opadła, a coś się podniosło. Ekhem. Zaczerwieniłem się. Klęknąłem przed nim, zarzucił mi ręce na szyje.&lt;br /&gt;- Dziękuje...- mruknął cicho, zamurowało mnie. - Gerd...Nie opuścisz mnie nigdy?&lt;br /&gt;- Nigdy młody...Zawszę będę z tobą...Chodź ...Zbieramy się do szkoły...Tak w ogóle, która jest godzina? - Wstałem, wyciągając ku niemu dłoń. Chwycił ją z uśmiechem.&lt;br /&gt;- Powiedziałem mamię, że źle się czuję...i że chce zostać w domu...- Uniosłem brew ku górze.&lt;br /&gt;- A Frank?! - zapragnąłem kąpieli, odkręciłem ciepłą wodę. Spojrzałem na chłopaka.&lt;br /&gt;- Już mu napisałem...Że jestem chory...- Uśmiechnął się łobuzersko.&lt;br /&gt;- Skubaniec... - zaśmiałem się i wskoczyłem do wanny. Czarnowłosy usiadł przy mnie.&lt;br /&gt;- Przyjdzie wieczorem...Sprawdzić czy ze mną wszystko okey... - przewrócił oczami.&lt;br /&gt;- Martwi się o ciebie...Kocha cię...- uśmiechnąłem się. Przed oczami miałem siebie i Franka... Trzymających się za ręce. Przymknąłem oczy.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gerard...Tęsknie za tobą...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Gwałtownie machnąłem rękami krzycząc przy tym. Połowa wody z wanny znalazła się na Gerardzie.&lt;br /&gt;- Wyjdź z mojej głowy! Ty nie istniejesz! Umarłeś wiek temu! Ciebie nie ma! - Wydarłem się na cały głos.Schowałem twarz w dłoniach. - Nie ma cię przy mnie...&lt;br /&gt;- Gerard...- podniosłem głowę by spojrzeć na przerażonego Gee. - Co się stało?&lt;br /&gt;- Słyszę Franka za czasów gdy jeszcze żyłem...Jego nie ma... Nie żyje...- zagryzłem wargę. Poczułem łzy spływające po mojej twarzy. - Czemu musiałem go zostawić...?! - jęknąłem. Czarnowłosy objął mnie za szyję. Wtuliłem się w niego i zwyczajnie wybuchnąłem szlochem.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gerard...Ja istnieje...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Krzyknąłem w pierś chłopaka. Płakałem coraz bardziej. Czuje się jak zranione dziecko.&lt;br /&gt;- CIEBIE NIE MA! - krzyknąłem. Poczułem, że brakuje mi powietrza. Mroczki przed oczami zasłoniły mi widok. Cholerne mroczki...i straciłem kontakt z rzeczywistością.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-6201476077380831692?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/6201476077380831692/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/09/rozdzia-4.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/6201476077380831692'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/6201476077380831692'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/09/rozdzia-4.html' title='Rozdział 4'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-386294389864110692</id><published>2011-08-27T15:12:00.000-07:00</published><updated>2011-08-27T15:16:34.087-07:00</updated><title type='text'>Rozdział 3</title><content type='html'>&amp;nbsp;Od razu mówię, ze Gerard to dzifka (w tym opo), moja rozmowa z Kumiko (dziękuje kochana :* Jesteś zajebista!) i jej śmiechy i chichy z moich tekstów. :D Miłego czytania...i tylko mnie za to nie zabijcie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Geeeerard...- czarnowłosy jęknął, spojrzałam na niego pytająco. - Zanieś mnie do łóżka...&lt;br /&gt;- Młody, masz kilka kroków do łóżka...Mam cię jeszcze nosić? &lt;br /&gt;- Proszę....Nie mam siły...- ziewnął. - By iść...- Westchnąłem, wstałem z podłogi i chwyciłem chłopaka, pociągnąłem go do góry.&lt;br /&gt;- Obejmij mnie za szyję...- mruknąłem, chłopak zrobił to z cichym jękiem. Zrobiłem kilka kroków i byłem przy łóżku, nachyliłem się i położyłem chłopaka. Puścił mnie i wtulił się w poduszkę. Westchnąłem. Muszę go rozebrać...Nie będzie spał w jeansach. Rozpiąłem mu pasek i odpiąłem guzik, cicho jęknął. Zagryzłem wargę. Zsunąłem z jego bioder spodnie. Przejechałem dłonią po jego udzie.&lt;br /&gt;"Gerard...Przestań...", usłyszałem jego głos w głowie.&lt;br /&gt;- Młody powiedz mi co mam przestać? - mruknąłem z uśmiechem, położyłem się na brzuchu przy nim. Odwrócił do mnie głowę i otworzył oczy. Miał jakieś iskierki w tych swoich tęczówkach.&lt;br /&gt;- Nie...Nic...- jęknął się i odwrócił głowę, gapił się w sufit. &lt;br /&gt;- Chciałeś spać...- uniosłem brew ku górze. Chłopak westchnął.&lt;br /&gt;- Obudziłeś mnie zdejmując mi spodnie...- uśmiechnął się lekko, pokręciłem głową. - Co ty chciałeś mi zrobić? - spojrzał na mnie kątem oka.&lt;br /&gt;- ZgwaUcić cię...- pokazałem mu język.&lt;br /&gt;- Pozwalam...- zamurowało mnie.&lt;br /&gt;- Serio? Czy jaja sobie robisz? - podparłem się na łokciach, przyglądałem się jego spokojnemu wyrazowi twarzy.&lt;br /&gt;- Serio mówię...- mruknął cicho. - Albo ja ci to zrobię.&lt;br /&gt;- Za młody jesteś na sex...- powiedziałem twardo. On tylko prychnął. &lt;br /&gt;- Mam to gdzieś...- uśmiechnął się łobuzersko i chwycił mnie za pasek od spodni. Zacisnąłem oczy.&lt;br /&gt;- A co na to Frank? -wypaliłem. Puścił moje spodnie. &lt;br /&gt;- Nie musi wiedzieć, że pieprzyłem się z sobą...To brzmi jakbym sobie konia walił...- warknął. Teraz do mnie trafiło, że on ma rację. Przecież nic się nie stanie.&lt;br /&gt;- Umiesz przekonywać...- jęknąłem, uśmiechnął się łobuzersko.&lt;br /&gt;- Wiem...- zaśmiał się.&lt;br /&gt;- Ale Mikey i Donna są w domu...Mogą nas...ciebie usłyszeć...- mruknąłem i przekręciłem się na plecy.&lt;br /&gt;- Nie usłyszą nas...- mruknął cicho, przysunął się bliżej mnie, przejechał mi palcem po szyi, przeklnąłem głośno ślinę. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął bawić się moim paskiem. Przez chwilę poczułem, że moje martwe serce znów zabiło. Zagryzłem wargę, przyglądałem się jego ruchom. Powoli zsunął mi spodnie wraz z bokserkami, uśmiechnął się.&lt;br /&gt;- To teraz wiem, że będę miał dużego....- zarumieniłem się, zakryłem twarz dłońmi. &lt;br /&gt;- Ohhh man...- jęknąłem, zaśmiał się. Nadal miałem zakryte oczy moimi dłońmi, myślałem co ja robię. Nagle jęknąłem przeciągle, Gerard zaczął lizać mnie w okolicach mojej męskości. Zabrałem dłonie i ścisnąłem pościel na której działo się coś dziwnego. Chłopak przejechał mokrym językiem po całej długości mojej męskości, zagryzłem wargę i zacisnąłem oczy. Nie powiem, że to nie było przyjemne...Owszem było...Ale również było to cholernie dziwne. Włożył go do ust. &lt;br /&gt;- Boże...- jęknąłem, oparłem się na łokciach, zaciskając oczy. Robił to coraz szybciej i coraz namiętniej. Poczułem gorąco przechodzące mnie od stóp, aż po głowę. Nie mogłem już dłużej, zacząłem wić się jak gąsienica. &lt;br /&gt;"Gerard przestań się wiercić...Nie mogę skończyć..." Jego głos zabrzmiał mi w głowie, jak pod jakimś czarem przestałem się wić, wplotłem swoje palce w jego włosy, lekko mu pomagałem zrobić mi loda. &lt;br /&gt;"Co tylko...Każesz...Ahhh" jęknąłem i w tym momencie doszedłem do nieba. Opadłem zdyszany na poduszki. czarnowłosy oblizał wargi i nachylił się by móc mnie pocałować. Zatopił się w moich ustach, a ja w jego. Objąłem go za szyję i ochoczo otworzyłem usta. Nasze języki zaczęły walczyć o dominację. Włożył mi ręce pod koszulkę, zaczął ściskać mi sutki. Jęknąłem cicho.&lt;br /&gt;"Aua! Gee...Brutalny jesteś...", oderwał się ode mnie ze śmiechem.&lt;br /&gt;- Wiem...Lubie tak...- zaczął całować mnie po szyi.&lt;br /&gt;- Domyślam się...- przewróciłem oczami i włożyłem mu rękę w bokserki, ścisnąłem go za pośladki. - No tak...Ja też tak lubię...- zaśmiałem się. Chłopak odsunął się ode mnie by zdjąć koszulkę, moją koszulkę też zrzucił. Oho, zaczynamy zabawę...Pomyślałem.&lt;br /&gt;- A może dam ci taki mały występ? - szepnął mi do ucha lekko je przygryzając.&lt;br /&gt;- Mrrrrr brzmi fajnie...- mruknąłem z lekkim uśmiechem. Zszedł ze mnie, leżałem nagi i przyglądałem się jego dupie. Dziwnie...Czarnowłosy wyciągnął boa z jakiegoś pudełka, co dawało mi wiele do myślenia co on robi w sobotnie wieczory. Obwiązał się tym boa o kolorze krwistej czerwieni i zaczął kręcić biodrami. Chichrałem się na całego. Zakryłem oczy poduszką, a potem nią w niego rzuciłem, pokazałem mu język. Podszedł bliżej mnie, obwiązał mnie boa i zaczął całować w końcu nasze usta się złączyły w namiętnym pocałunku. Odnalazłem jego bokserki i ściągnąłem je, złapałem go za męskość i zacząłem ją pieścić. Nadal nie przerywaliśmy pocałunku. Co chwilę cicho pojękiwał. Dobra zaczynam. Oderwałem się od niego i przewaliłem go na czworaka, przejechałem opuszkami palców po jego kręgosłupie wywołując u niego przyjemne dreszcze. Klęknąłem i powoli w niego wszedłem. Krzyknął i zacisnął pięści. &lt;br /&gt;"Cicho bo nas usłyszą!" skarciłem go w myślach, zagryzł wargę.&lt;br /&gt;"Co ja poradzę, że to bolało? Może to mój pierwszy raz co?" zgasił mnie. To prawda, to był jego pierwszy raz. Powolnymi ruchami bioder wchodziłem w niego coraz głębiej, a on coraz częściej pojękiwał.&lt;br /&gt;"Możesz mocniej?", prychnąłem. &lt;br /&gt;"Nie chcesz by było mocniej..."&lt;br /&gt;"Chce...", kiwnąłem głową, sam tego chciał. Zacząłem mocniej, zacisnąłem palce na jego biodrach. Jego jęki sprawiały mi przyjemność. Chyba to był i będzie mój najlepszy stosunek. Chwyciłem jego męskość lekko ją ściskając. Sprawiłem mu kolejną przyjemność. Jęknąłem równo z nim. Pocałowałem go w kark, wyszedłem z niego i położyłem się przy nim, leżał na brzuchu ciężko dysząc.&lt;br /&gt;- Rozdziewiczyłeś mnie...- mruknął, zaśmiałem się.&lt;br /&gt;- I tak pewnie by to się wkrótce stało za pomocą Franka...- prychnąłem, przetarłem swoje spocone czoło, wstałem z łóżka i zacząłem szukać swoich boskerek i reszty odzieży. Ubrałem się w koszulkę i bieliznę, wskoczyłem spowrotem do łóżka i przyglądałem się czarnowłosemu. Wyciągnął świerzą bieliznę i koszulkę wszedł do łazienki, szybko poprawiłem pościel i chwyciłem książkę leżącą na stoliczku nocnym, chłopak wrócil ziewając, kropeli wody kapały na wykładzinę, a potem na poduszkę, odwrócił się do mnie plecami.&lt;br /&gt;- Dobranoc Gee...&lt;br /&gt;- Dobranoc...Słodkich i mokrych snów...- zaśmiałem się, chwilę potem oberwałem z poduszki, chichotałem pod nosem, zacząłem czytać. Nic innego nie mam o roboty.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-386294389864110692?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/386294389864110692/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/08/rozdzia-3.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/386294389864110692'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/386294389864110692'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/08/rozdzia-3.html' title='Rozdział 3'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-5998337986369602091</id><published>2011-08-14T14:28:00.000-07:00</published><updated>2011-08-14T14:28:05.310-07:00</updated><title type='text'>Rozdział 2</title><content type='html'>&amp;nbsp;Ten rozdział jest krótszy, ale mam nadzieję, że wam się spodoba ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- I tak cię dopadnę skurwielu! - wrzasnął umięśniony blondyn w naszą stronę.&lt;br /&gt;- Jak ja go nie cierpię! Proszę zrób coś...- spojrzał na mnie. Westchnąłem.&lt;br /&gt;- Dobra, ale potem musisz radzić sobie z nim sam...- mruknąłem, podleciałem do napastnika i wleciałem w niego. Kolor jego oczu zmienił się na rażący zielony. Widziałem wszystkie jego wspomnienia, widziałem jak bił, prześladował, upokarzał Gerarda, wściekłem się, wylazłem z niego.&lt;br /&gt;- Nie waż się go tknąć bo inaczej przyjdę w nocy i cie uduszę...- Stanąłem przed chłopakiem, moje oczy zmieniły się na czerwone, pojawił się tylko mój zarys, chłopak potrząsnął głową i cofnął się o krok.&lt;br /&gt;- Czym ty jesteś?! - prychnąłem.&lt;br /&gt;- Twoim najgorszym koszmarem...- zacząłem lewitować, przeleciałem przez niego i rozpłynąłem się w powietrzu. Zdezorientowany rozglądał się we wszystkie strony, był sam na boisku.&lt;br /&gt;Pojawiłem się przed szkołą, gdzie stał Gee. Uśmiechnął się jak mnie zobaczył. Wręcz rzucił mi się na szyję.&lt;br /&gt;- Dobra, dobra wystarczy...- mruknąłem i rozejrzałem się czy nikogo nie ma w pobliżu.&lt;br /&gt;- Ahh no okej...- puścił mnie, na jego policzkach widniały czerwone wypieki. Czemu on się rumieni?&lt;br /&gt;- Chodź idziemy coś zjeść...- nałożyłem kaptur na głowę, zacząłem iść w stronę ulicy. Czarnowłosy pobiegł za mną.&lt;br /&gt;- Gerard? - chłopak odwrócił się w stronę głosu. Spuściłem głowę, kaptur zasłonił mi twarz.&lt;br /&gt;- Co Mikey? - mruknął. Chłopak spojrzał na mnie, a potem na brata.&lt;br /&gt;- Czemu mi nie powiedziałeś, że Frank wraca?! - wrzasnął, ja się tylko temu przyglądałem, kopnąłem jakiś kamień pod moim trampkiem.&lt;br /&gt;- Bo może nie chciałem? Z resztą nie muszę ci wszystkiego mówić! - odgarnął włosy z twarzy.&lt;br /&gt;- No dobra... Widziałem go jak szedł do parku...- zamarłem, czarnowłosy też.&lt;br /&gt;- Aha, dzięki...dobra ja muszę lecieć! Pa do zobaczenia w domu...- odwrócił się na pięcie, zaczął biec w stronę parku, pobiegłem za nim.&lt;br /&gt;- Gerard! Gerard! Stóój! - wrzasnąłem, chłopak zatrzymał się.&lt;br /&gt;- Muszę go uratować! Przecież sam mówiłeś, że będzie tam strzelanina! - słyszałem rozpacz w jego głosie. Zależało mu na Franku. Tak jak mi kiedyś.&lt;br /&gt;- Uratujesz go...Ale nie biegnij tak! ... Bo nie nadążam za tobą...-&amp;nbsp; chwyciłem go za rękaw i spojrzałem mu w oczy. Trochę się wyrywał.&amp;nbsp; - Stój idioto! - walnąłem go w tył głowy.&lt;br /&gt;- Ajć Ajć! ...Boooooli! Gee jesteś wredny! - mruknął, gładząc się po głowie.&lt;br /&gt;- Wiem...- uśmiechnąłem się kpiąco. - Słuchaj zadzwoń do niego, że czekasz pod bramą i chcesz iść na kawę i pogadać...- mruknąłem, schowałem dłonie do kieszeni.&lt;br /&gt;- Dobra, ale będziesz z nami? - wyciągnął telefon i wystukał numer do Franka. Wcisnął zieloną słuchawkę.&lt;br /&gt;- Halo? Gee? - nie usłyszałem, że już z nim gada, westchnąłem.&lt;br /&gt;- No a jak myszlisz?! Muszę wszędzie za tobą łazić! - powiedziałem dość głośno.&lt;br /&gt;- Dobra! Ale już siedź cicho! - wymamrotałem coś. - Hej Frankie...&lt;br /&gt;- Czy ja już jestem tak chory na głowę, że słyszę jak gadasz ze swoim głosem? - usniósł brwi. Cholera słyszał mnie.&lt;br /&gt;- Nie to tylko mój ...kuzyn...- chrząknąłem i skrzyzowałem ręce na piersi. Chłopak spojrzał na mnie.&lt;br /&gt;- Aham... - mruknął Frank.&lt;br /&gt;- Słuchaj Frankie, stoję przed wejściem do parku, chodź do mnie to pójdziemy pogadać i napić się kawy.&lt;br /&gt;- Okej, ale twój kuzyn też idzie? Bo wiesz...&lt;br /&gt;- Nie nie idę! - wrzasnąłem. Gee spojrzał na mnie, po chwili kiwnął głową.&lt;br /&gt;- Uff to dobrze...- zaśmiał się. Ahh słodki śmiech. - Już idę... Nawet cię widzę...Twój kuzyn ma platynowe włosy? &lt;br /&gt;- Tak....- mruknął do słuchawki. &lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Znikaj Gee, szybko!&lt;/i&gt;" jego głos zabrzmiał mi w głowie. Kiwnąłem głową, pomachałem Frankowi, który właśnie podchodził i zniknąłem za krzakami, stałem się przezroczysty dla innych ludzi i wróciłem do Gee, który uśmiechał się serdecznie, chowając telefon. Frank podszedł do niego szybszym krokiem i "rzucił mu się na szyję" &lt;br /&gt;- Jej Frank... Miło cię znów zobaczyć! - objął go w pasie. Tak słodko wyglądali. Włożyłem ręce do kieszeni i oparłem się o drzewo miałem spuszczoną głowę. "&lt;i&gt;Weźcie! Smutno mi przez was! Ja też tak chce! Nie cierpię cię Gee! Ughh...&lt;/i&gt;", pomyślałem, chłopak spojrzał na mnie, chyba mnie słyszał.&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Wybacz...&lt;/i&gt;" odesłał mi wiadomość i znów spojrzał na Franka. Ja tez na niego spojrzałem. Wyglądał tak jak kiedyś...Pokręciłem głową.&lt;br /&gt;- O czym chciałeś ze mną porozmawiać? - oderwali się od siebie.&lt;br /&gt;- Ehhh... Wiesz jak się pokłóciliśmy o te pierdoły, coś zakuło mnie w środku, było mi smutno i wściekałem się na siebie...Bo ... Booo...&lt;br /&gt;- No co Frankie? - uśmiechnął się przyjaźnie i poczochrał mu włosy.&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Bo cię kocham Gerard"&lt;/i&gt; Wzdrygnąłem się. Słyszałem głos Franka w mojej głowie! Wtf?!&lt;br /&gt;- Bo coś do ciebie czuje...i to uczucie jest bardzo silne...- lekko się zarumienił i spuścił głowę, &lt;br /&gt;- Frankie... Czy... Że co? - zrobił krok w tył. Pokręciłem głową. &lt;br /&gt;"Powiedz mu, że też go kochasz! Bo go kochasz ... Ja to wiem", chłopak pokiwał głową.&lt;br /&gt;- Gerard...Kocham cię...- mruknął, czarnowłosy podszedł do niego i objął go za szyję i dyskretnie pocałował w policzek.&lt;br /&gt;- Ja ciebie też Frankie...Już od dawna...- uśmiechnął się ciepło, a na jego twarzy widniały rumieńce. Frank mruknął coś co przypominało "Oh Gerard" i schował głowę i bluzie czarnowłosego. "&lt;i&gt;Słodziaki z was, Ha ha...&lt;/i&gt;" Zaśmiałem się w myślach i nadal się im przyglądałem.&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Dziękuje braciszku...Hehe&lt;/i&gt;", odpowiedział mi ze śmiechem. Jestem jego braciszkiem. Urocze. Tylko takim martwym. Gerard chwycił swojego towarzysza za ręce i pociągnął w stronę kilku drzew, uśmiechnąłem się do Gee, który przechodził koło mnie, ruszyłem za nimi. Trzymali się za ręce. Słodko. Usiedli pod wielkim dębem, nadal trzymali się za ręce, siedzieli w milczeniu.&lt;br /&gt;- Cieszę się, że znów mogę być przy tobie...- mruknął Gee i pocałował Frankiego w czoło. Chłopak uśmiechnął się lekko, nachylił się i złożył szybki pocałunek na ustach Gerarda, przez chwilę czułem się zazdrosny. Nie o Franka... Tylko o Gee... Pokręciłem głową, znów spojrzałem na nich. Leżeli na trawie i patrzyli sobie w oczy. Prawdziwa zakochana para. Wydąłem wargi w grymasie. "&lt;i&gt;Szczęściarz!!!!! Gdybym żył też bym tak miał!!!! Buuu! Niech mnie ktoś przyyyytuuuli&lt;/i&gt;!" rozpaczałem w myślach.&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;W domu cię pocieszę...&lt;/i&gt;"&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Okej...&lt;/i&gt;", uśmiechnąłem się i spojrzałem na koronę drzewa, kilka ptaków, gniazdo i ruda wiewiórka. Normalka. Zacząłem grzebać po kieszeniach, znalazłem portfel, kilka papierków po cukierkach, dwa papierosy, zapalniczkę i oczywiście telefon. Zapaliłem papierosa i przeglądałem zdjęcia z telefonu. Moje 20 urodziny. Tylko moi znajomi byli na nich. Dostałem od Franka wielkiego torta, sam upiekł. Mikey kupił mi płytę Iron Maiden, a Ray zagrał mi "Sto lat" reszta śpiewała. Czułem się wspaniale... Kilka dni później umarłem. Dziwne nie? Nawet nie zdążyłem powiedzieć jak bardzo go kocham.&lt;br /&gt;- Frankie? Co będzie z nami? - mruknął chłopak, gładząc Franka po głowie.&lt;br /&gt;- Nie możemy ... Nikomu powiedzieć... Niech to będzie nasz sekret...- oparł się na łokciu i wpił się w usta czarnowłosego. Gee zamknął oczy i powoli zaczął oddawać pocałunek. Moje serce na chwilę znów zabiło. Zakryłem twarz kapturem. Moja zazdrość nie dawała mi spokoju. Westchnąłem. &lt;br /&gt;- Tęskniłem za tobą Gee...- mruknął Frank, nie widziałem co oni robią, ale słyszałem doskonale, że się namiętnie całują, zagryzłem wargi. &lt;br /&gt;- Frankie...Ah... - mruknął i znów zatopił się w jego ustach.&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Kocham cię Gerard&lt;/i&gt;", podniosłem głowę. Znowu słyszę jego myśli?&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Ja ciebie też Frank...&lt;/i&gt;", odpowiedziałem bez namysłu.&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Ślicznie razem wyglądają nieprawdaż&lt;/i&gt;?"... Że co?! Spojrzałem na tych dwoje, uśmiechali się do siebie. Usłyszałem strzały, wstałem i rozejrzałem się po okolicy. Chlopaki odsunęli się od siebie, uśmiechnęli się dyskretnie. Gerard spojrzał na mnie, ja na niego. &lt;br /&gt;"Musimy wracać! Odprowadź Franka i do domu, kiwnął głową. Szli ramię w ramię. Rozmawiali o czymś, a ja ze spuszczoną głową maszerowałem za nimi. Pożegnali się, a my wróciliśmy do domu. Weszliśmy do pokoju, zdjąłem bluzę i rzuciłem ją na łóżko. Gee stał oparty o drzwi, uśmiechał się pod nosem.&lt;br /&gt;- Zadowolony? - mruknąłem i położyłem się brzuchem do góry na łóżku, wpatrywałem się w sufit i myślałem o głosie Franka w mojej głowie. Nawet nie zauważyłem kiedy Gee podszedł do mnie. Kleknął przed łóżkiem i nachylił się nade mną.&lt;br /&gt;- Tak...Ale miałem cie pocieszyć...Więc to robię...&lt;br /&gt;- Hym? Jak chcesz mni...- otworzyłem szerzej oczy, pocałował mnie. To było dziwne...ale przyjemne. Zacząłem oddawać pocałunek. Jego usta były takie ciepłe, a moje lodowate. Oderwał się na chwilkę tylko po to by na mnie usiąść. Chwycił moją głowę oburącz i znów zatopił się w moich ustach, objąłem go w pasie i lekko rozchyliłem wargi by nasze języki mogły się spotkać. Pieścił moje podniebienie tak namiętnie. Boże co ja ze sobą robię!? Odepchnąłem go lekko od siebie.&lt;br /&gt;- Nie powinniśmy...Masz Franka...- mruknąłem.&lt;br /&gt;- Wiem...A ty jesteś sam..Więc chciałem cię pocieszyć... Przecież nic się nie stanie. I tak nie mogę już siebie bardziej kochać...- zaśmiał się, pokręciłem głową.&lt;br /&gt;- Wariat....&lt;br /&gt;- No a jak!? W ogóle Frank miał racje, że zajebiście całuje...- wybuchnąłem śmiechem. &lt;br /&gt;- Oj miał ...- poczochrałem mu włosy i lekko pocałowałem w usta. Uśmiechnął się lekko. &lt;br /&gt;- A to co było? - zaśmiał się.&lt;br /&gt;- Buziak na dobranoc...Haha...- zobaczyłem w jego oczach wesołe iskierki.&lt;br /&gt;- Ale ja nie chce spać! - jęknął.&lt;br /&gt;- A co chcesz? - mruknąłem.&lt;br /&gt;- Pogramy w karty? - zaśmiałem się.&lt;br /&gt;- Okej...złaź ze mnie to pogramy...- uśmiechnąłem się.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-5998337986369602091?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/5998337986369602091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/08/rozdzia-2.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/5998337986369602091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/5998337986369602091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/08/rozdzia-2.html' title='Rozdział 2'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-2541216810198682060</id><published>2011-08-12T09:08:00.000-07:00</published><updated>2011-08-12T09:08:54.257-07:00</updated><title type='text'>Rozdział 1</title><content type='html'>- Bitwa na poduszki! - zaśmiał się, a ja patrzyłem na niego jak na idiotę.&lt;br /&gt;- Gerard jesteś na to za stary...- przewróciłem oczami, uśmiechnął się serdecznie i przywalił mi z poduszki. - Aua...- wyszczerzyłem się i chwyciłem jakąś poduszkę obok siebie i uderzyłem go w brzuch. Kurdę bawię się jak dzieciak ze sobą. Dziwne.&lt;br /&gt;- Ta wiem, ale nie mam co robić - odłożył poduszkę i opadł na krzesło przy biurku, zaczął się kręcić na nim.&lt;br /&gt;- Opowiedz mi coś o sobie...- podleciałem do niego i zatrzymałem krzesło.&lt;br /&gt;- No przecież siebie znasz co nie? - spojrzał mi w oczy.&lt;br /&gt;- Wiesz, możesz wyglądać jak ja, ale mieć zupełnie inny charakter...- pokazałem mu język.&lt;br /&gt;- I inną fryzurę niż ty! - uśmiechnął się. Uniosłem brwi i podleciałem do lustra. Przekręciłem głowę w prawo potem w lewo.&lt;br /&gt;- Oł jeh! Jestem platynowym blondynem! - położyłem dłonie na lustrze, uśmiechałem się głupkowato.&lt;br /&gt;- A jaki miałeś poprzedni kolor..? - chłopak wstał z krzesła i podszedł do mnie. Spojrzałem na niego przez ramię, odwróciłem się i skrzyżowałem ręce na piersi. &lt;br /&gt;- Takie jak ty teraz...- poczochrałem go po hebanowych włosach sięgających prawię do ramion. - Mikey nadal jest taki wkurzający? - przewrócił oczami.&lt;br /&gt;- Ten idiota idzie z tosterem do łazienki! - mruknął. - A i ten debil ma dziewczynę! - szczęka mi opadła. &lt;br /&gt;- Wow, zrobił postępy...Nadal ma tego pokerface'a? - zaśmiał się.&lt;br /&gt;- Idź zobacz...znaczy poleć...- wyszczerzył się, westchnąłem. Nagle do głowy przyszedł mi szatański pomysł.&lt;br /&gt;- Co powiesz na straszenie kochanego braciszka? - kąciki moich ust uniosły się ku górze.&lt;br /&gt;- Ahh! Wiesz co dobre! Mów jaki masz plan! - wyszczerzył się jak wariat i przyglądał się mi. &lt;br /&gt;- Masz prześcieradło? i sztuczną krew? - pokiwał głową i wyciągnął z szafki biurka przedmioty o które prosiłem. &lt;br /&gt;- Poczekaj polecę zobaczyć co robi...- mruknąłem z uśmiechem i przeleciałem przez ścianę. Skupiłem się i zniknąłem, maszerowałem korytarzem, tak dobrze mi znanym... dobra koniec wspomnień, stanąłem przed drzwiami Mikey'a, westchnąłem...A jednak gra na tym basie...Uśmiechnąłem się i wsadziłem łeb w drzwi. Mikey siedział na łóżku i pogrywał na lśniącym basie. Wyciągnąłem łeb z drzwi i pobiegłem do pokoju Gee.&lt;br /&gt;- Jest! Dobra słuchaj umażę cię trochę w krwi...Ty mu powiesz, że dom jest nawiedzony... drzwi do jego pokoju zostawisz otwarte, bo w prześcieradle nie przejdę przez ścianę...- uśmiechnąłem się...Będę jęczał jak duch wiesz o co cho? - kiwną głową.&lt;br /&gt;- Możesz ty mnie umazać? - uśmiechnął się lekko.Uniosłem brew, westchnąłem .&lt;br /&gt;- Dawaj tą krew!!! - zaśmiałem się, podał mi tubkę z krwią. Odkręciłem zakrętkę i wycisnąłem zawartość na dłoń. Przeszły mnie dreszcze gdy dotknąłem jego skóry, zagryzłem wargę. Był taki ciepły, aż chciałem się przytulić, powstrzymałem się. Przejechałem mu ręką po szyi. Wzdrygnął się, spojrzałem mu w oczy, uśmiechnął się nie pewnie.&lt;br /&gt;- Okej już...- zabrałem dłoń i odchrząknąłem, chwyciłem prześcieradło i zarzuciłem na siebie. - Jak wyglądam? Szczerze! - zaśmiałem się, zakręciłem w kółko i znów stanąłem przed nim. Chyba...Powiem wam, że nic przez to nie widziałem. - Wytnij mi dziury na oczy, proszę...- wyciągnąłem ręce do przodu i zacząłem stawiać malutkie kroczki raz w lewo raz w prawo. Poczułem, że łapie mnie za ręce.&lt;br /&gt;- Wyglądasz jak dzieciak na Halloween...- zaśmiałem się, straciłem równowagę potykając się o prześcieradło, przewróciliśmy się. - Ajć, ajć ... sorka...- ściągnąłem z siebie biały materiał i spojrzałem mu w oczy. Uśmiechał się.&lt;br /&gt;- Nic się nie stało...- leżeliśmy tak na ziemi przez jakiś moment, wpatrywaliśmy się w siebie, aż w końcu odwróciłem wzrok&lt;br /&gt;- Może chodźmy wykonać nasz szatański plan? - mruknąłem, poczułem jego dłoń na moich ramionach, niechętnie odwróciłem głowę w jego stronę. Uśmiechał się lekko.&lt;br /&gt;- Dobra, ale wpierw mnie przytul - uniosłem brwi. &lt;br /&gt;- Gerard... &lt;br /&gt;- No weź! Przytul mnie! Nikt mnie nie chce przytulić! Buuu! - zasłonił sobie oczy i udawał, że płakał. Westchnąłem, nachyliłem się i położyłem swoją głowę na jego torsie, poczułem, że gładzi mnie po włosach. To było dziwne. Ale mam go chronić na wszelkie sposoby. &lt;br /&gt;- Gee...- wyszeptałem i bardziej się w niego wtuliłem.&lt;br /&gt;- Co? Kurdę dziwnie się czuje przytulając siebie...- mruknął, poczułem ciepło bijące od niego. - A tak poza tym jesteś cholernie zimny...- mruknął, podparłem się na łokciach. &lt;br /&gt;- Przecież nie żyję...- przewróciłem oczami, po czym zacząłem się podnosić. - Chodź! Idziemy straszyć Moikeya! - wyszczerzyłem się i podałem mu dłoń. Chwycił ją i wstał. Podszedł do lustra i spojrzał na swoje odbicie. &lt;br /&gt;- Booo! - zaśmiałem się, założyłem prześcieradło na głowę - Gee prowadź mnie! Nic nie widzę...- chwycił mnie za dłoń i wyszliśmy z pokoju. &lt;br /&gt;- Dobra wchodzę...- szepnął, położył dłoń na klamce i z wrzaskiem wleciał do pokoju. - Mikey! Mikey! &lt;br /&gt;- Boże! Gerard! Co ci się stało!? - chłopak odłożył bas na łóżko i podszedł do brata. &lt;br /&gt;- Nasz dom jest nawiedzony! Duch mnie zaatakował! - jęknął.&lt;br /&gt;- Haha! Gee nie bądź śmieszny... Duchy nie istnieją...- wzruszył ramionami, dobra wchodzę. Jęknąłem jak duchy w horrorach. Chłopak spojrzał na brata.&lt;br /&gt;- Ty to zrobiłeś? - Gerard uniósł brwi.&lt;br /&gt;- Jak? - mruknął, Mikey zaczął rozglądać się po pokoju.&lt;br /&gt;- Miiiiikeeeeeeeey! - jęknąłem i stanąłem w drzwiach, właściwie lewitowałem.&lt;br /&gt;- Ja pierdole...- zrobił kilka kroków do tyłu i upadł na tyłek. Podleciałem z wyciągnętymi rękoma bliżej Gerarda, zrobił przestraszoną minę, zaśmiałem się w głowie, odwróciłem głowę w stronę Mikeya.&lt;br /&gt;- Miiiiikeeeey! ...- nachyliłem się nad nim. - Boooo! - wrzasnąłem.&lt;br /&gt;- Cholera! Dosyć tych żartów! Frank czy to ty? - chwycił za prześcieradło, zrobiłem się nie widzialny. Mikey ściągnął prześcieradło i zrobił przerażoną minę. - Tu nic nie ma! - wrzasnął i schował się pod kołdrą, Gee podszedł do niego i go uspokajał, a ja uciekłem do pokoju czarnowłosego. Usiadłem na parapecie. &lt;br /&gt;- Frankie...Czemu ja musiałem umrzeć?! Czemu musiałem cię zostawić?! - uderzyłem z pięści w drewniany parapet. &lt;br /&gt;- Gerard? - spojrzałem przed siebie, w drzwiach stał Gee.&lt;br /&gt;- Co młody? - chłopak podszedł do mnie, coś miał w oczach. Troskę? Strach?&lt;br /&gt;- Coś się stało? Gdy Mikey wypowiedział imię Franka zdębiałeś i uciekłeś...- mruknął.&lt;br /&gt;- Wiesz, pewnie Frank jest twoim przyjacielem...Moim też był...Umarłem i nie wiem co się z nim działo...- zagryzłem wargę. - Tęsknie za swoim życiem! - warknąłem. Chłopak spuścił głowę.&lt;br /&gt;- Pokłóciłem się z Frankiem...Wyjechał...Mikey pewnie myślał, że wrócił...&lt;br /&gt;- Popełniasz błąd ... O co się z nim pokłóciłeś? - chłopak przechodził nerwowo z nogi na nogę, skrzyżowałem ręce na piersiach. - Gerard?&lt;br /&gt;- O jakąś głupotę...- machnął ręką. &lt;br /&gt;- Masz do niego jutro zadzwonić i go przeprosić...- zeskoczyłem z parapetu, spojrzałem na zegarek, 2 am. - Gee do spania...Jutro masz szkołę. - jęknął.&lt;br /&gt;- Nie odrobiłem lekcji...- westchnąłem.&lt;br /&gt;- Dobra ja ci je zrobię...- uśmiechnął się.&lt;br /&gt;- Dzięki...jesteś najlepszy! - przytulił mnie.&lt;br /&gt;- Dość tych czułości! Przecież jestem tobą...- zaśmiałem się. - Idź się umyj, a ja zrobię ci te lekcje. - pokiwał głową i pobiegł do łazienki, chwyciłem jego torbę z książkami, wyciągnąłem jakieś zeszyty i przeczytałem co tam jest napisane. Chwyciłem długopis i zacząłem pisać. Takie same zadania miałem, pamiętałem co muszę napisać. Kilka minut i już. Powkładałem mu wszystko z powrotem do torby, gapiłem się na zdjęcia przy laptopie. Donna, Gee, Mikey...Frank...Westchnąłem. Dźwięk telefonu wyrwał mnie z zamyśleń. &lt;br /&gt;- Gerd! Dostałeś esemesa! - wrzasnąłem.&lt;br /&gt;- Przeczytaj mi! - krzyknął za drzwi do łazienki. Chwyciłem telefon do ręki i wcisnąłem klawisz. Uniosłem brwi.&lt;br /&gt;- "Od: Frankie&lt;br /&gt;Hej! Słuchaj Gee, źle mi z tym, że się pokłóciliśmy...Wracam za kilka dni, matka znów straciła pracę...i odzyskała starą w New Jersey. Wiesz, chciałbym pogadać, możemy się spotkać?" - drzwi zaskrzypiały, a w nich pojawił się czarnowłosy.&lt;br /&gt;- Pierdolisz? - otworzył usta ze zdziwienia. &lt;br /&gt;- No sam zobacz! - podałem mu telefon. Chłopak chwycił go i przeczytał. Jego oczy przesuwały się po tekście. &lt;br /&gt;- Odpisze mu! Muszę...Jezu...Wybaczył mi? - uśmiechnął się. Pokiwałem głową. &lt;br /&gt;- Odpisz i do spania, a ja będę cię pilnował...- Chłopak coś mruknął, wciskał przyciski na telefonie, odłożył go i wskoczył pod kołdrę. - Dobranoc Gee...&lt;br /&gt;- Dobranoc Gerd...zabawne...- zamknął oczy.&lt;br /&gt;- Ta, zabawne...- usiadłem na biurku, chwyciłem szkicownik i zacząłem przeglądać rysunki. Rysował lepiej niż ja! Zaśmiałem sie w głowie, trafiłem na ostatni obrazek. To byłem ja, lewitujący z uśmiechem na twarzy, z nową fryzurką, w starych jeansach, szarej koszulce i czarnej bluzie. Nawet mi się spodobało. Westchnąłem. Co ja mam robić przez całą noc? Spać nie mogę...Może porysuje? Sprawdzę czy jeszcze mam talent. Kreska po kresce, kreska po kresce, co chwilkę podnosiłem wzrok by sprawdzić czy Gee śpi. Wyglądał tak śmiesznie jak spał. Włosy zakrywały mu twarz, wstałem z biurka i odgarnąłem mu włosy. Mruknął coś i odwrócił się na bok, zaśmiałem się cicho i wróciłem na swoje miejsce. Jedyne co było słychać to dźwięk ołówka, rysowałem dalej. Nie wiem co... Wyszła twarz, ale kogo? Odłożyłem rysunek i chwyciłem jakąś książkę, zatraciłem się w niej. Światło słoneczne zaczęło się wyłaniać za drzew. Spojrzałem na zegarek, 6 am. Dobra jeszcze godzina i go budzę. Mam ochotę na kawę. Przeleciałem przez ściany i wylądowałem w kuchni.&lt;br /&gt;- Donna chyba zaraz się obudzi...- szepnąłem do siebie i tak się stało, usłyszałem kroki, stałem się przezroczysty, przeszła koło mnie.&lt;br /&gt;- Brrr...Zimno...- mruknęła. Odsunąłem się trochę. Zjadła śniadanie, wypiła kawę i poszła do sypialni się ubrać. Szybko przygotowałem 3 kubki, nasypałem kawy i wstawiłem wodę, Donna znów weszła do kuchni, chwyciła klucze i wyszła. Odetchnąłem. Poczułem wibracje w tylnej kieszeni spodni. Mój telefon? Wyciągnąłem go. Poklikałem coś i otworzyłem wiadomość.&lt;br /&gt;"Uważaj, dziś może coś pojawić się w mieście...Pilnuj chłopaka. Nie pozwól mu iść do parku! Będzie tam strzelanina!&lt;br /&gt;~Jenn". Westchnąłem, zawsze po szkole maszerowałem po parku. Muszę go powstrzymać. Zegarem na moim ekranie wskazywał 7 am. Obudzę Mikey'a i Gee...Ahhh...Poleciałem do pokoju Mikey'a, nachyliłem się nad nim.&lt;br /&gt;- Miiiiikeeeeeyyy...- jęknąłem jak wczoraj. Natychmiast stanął na równe nogi, przetarł oczy i rozejrzał się po pokoju.&lt;br /&gt;- Za dużo tostów Mikey...- mruknął do siebie, zaśmiałem się i przeniknąłem przez ścianę i znalazłem się w pokoju mojego podopiecznego, podeszłem do niego, nachyliłem się nad jego uchem i krzyknąłem.&lt;br /&gt;- Gee rusz dupę! Pali się! - zleciał z łóżka, podniósł się i spojrzał na mnie, złapałem się za brzuch i śmiałem w najlepsze.&lt;br /&gt;- Bardzo śmieszne...- przewrócił oczami.&lt;br /&gt;- Zrobiłem kawę...- wyszczerzyłem się. Podszedł do szafki i wyciągnął czarne rurki i szarą koszulkę z czaszką i czarną bluzę. Usłyszałem gwizd czajnika. Poleciałem na dół i zalałem wodą wcześniej przygotowany proszek. Do dwóch kubków dolałem mleka i dosypałem dwie łyżeczki cukru, do trzeciego kubka dosypałem tylko cukru. Chwyciłem swój kubek i upiłem łyk. Do kuchni wbiegł Gee. Zaśmiałem się.&lt;br /&gt;- Uczesz się...- znów upiłem łyk i spojrzałem na niego.&lt;br /&gt;- Dobra, Dobra...Ale czy ty chodziłeś uczesany? - przymrużył oczy i chwycił kubek.&lt;br /&gt;- Nooo...Nie...- uśmiechnął się lekko.&lt;br /&gt;- A widzisz...- wypił do końca kawę tak ja swoją. Pobiegł do pokoju po torbę i klucze i znów przybiegł do mnie z uśmiechem.&lt;br /&gt;- Idziemy? - uśmiechnąłem się.&lt;br /&gt;- Tak...- pociągnął mnie za rękaw i wyszliśmy z domu. Mikey pewnie idzie później do szkoły, albo idzie ze swoją dziewczyną. Nie ważne.&lt;br /&gt;- Słuchaj Gee, nie idziesz dziś do parku...- jęknął.&lt;br /&gt;- Ale Gerry! &lt;br /&gt;- Cicho! Nie idziesz i kropka...Będzie tam strzelnina...I ty miałeś być przypadkową ofiarą...- uniósł brwi.&lt;br /&gt;- Dobra, nie idę...Będziesz ze mną w szkole? - pokiwałem głową.&lt;br /&gt;- Będę siedział z tobą w ławce...Bo wiem, że siedzisz sam...- uśmiechnąłem się.&lt;br /&gt;- Pomożesz mi jak będzie jakaś kartkówka? - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.&lt;br /&gt;- No dobrze...- poczochrałem mu włosy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-2541216810198682060?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/2541216810198682060/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/08/rozdzia-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/2541216810198682060'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/2541216810198682060'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/08/rozdzia-1.html' title='Rozdział 1'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8165708142593769587.post-5691991242950570455</id><published>2011-08-10T16:01:00.000-07:00</published><updated>2011-08-10T16:01:35.337-07:00</updated><title type='text'>Prolog</title><content type='html'>- Gerardzie Way'u musisz wybierać - spojrzałem przed siebie, stała tam blondynka w czarnych spodniach i koszulce.&lt;br /&gt;- Ale co mam wybierać? - spojrzałem na nią, a potem na salę w której się znajdowaliśmy. - Gdzie ja w ogóle jestem? Kim ty jesteś? - mruknąłem.&lt;br /&gt;- Ja jestem Jenn i znajdujesz się teraz w pustce...Masz do wyboru piekło lub zejście na ziemię i opiekowanie się swoim nowym wcieleniem...- uniosłem pytająco brwi.&lt;br /&gt;- Skoro jestem w pustce to znaczy, że...&lt;br /&gt;- Że nie żyjesz...- wtrąciła się, zagryzłem wargę.&lt;br /&gt;- Jak zginąłem? - dziewczyna podeszła do mnie.&lt;br /&gt;- Jakiś debil wparował do twojego domu i poderżnął ci gardło...- uśmiechnęła się szatańsko, a ja? Przełknąłem ślinę.&lt;br /&gt;- O ja pierdole...- wykrztusiłem, spojrzałem jej w oczy. - Wybieram opiekę nad nowym wcieleniem...&lt;br /&gt;- Dobrze...Musisz się nim opiekować do śmierci! ...Jego śmierci! - pogroziła mi palcem. - Obiecujesz?&amp;nbsp; &lt;br /&gt;- Tak obiecuje! - kiwnąłem głową.&lt;br /&gt;- Zamknij oczy i policz do pięciu...-uśmiechnęła się i zasłoniła mi oczy dłonią.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;- Okej...- zamknąłem oczy, zabrała dłoń. - 1...2...3...4... - poczułem, że spadam. - 5!!!!!!! - zasłoniłem oczy rękoma gdy znajdowałem się przy ziemi. Gwałtownie się zatrzymałem. Odsłoniłem twarz i uśmiechnąłem się do siebie. Znajdowałem się kilka centymetrów od ziemi. Stanąłem na równe nogi, otrzepałem się i spojrzałem przed siebie. Mój stary dom, w którym mieszkałem...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gerard...słuchaj mnie uważnie...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Znajomy głos zabrzmiał mi w głowie.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Słucham cię Jenn...Co mam robić? - &lt;/i&gt;odpowiedziałem w myślach.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Masz go pilnować...A i tylko on może cię widzieć...- &lt;/i&gt;uniosłem brew. To chyba dobrze... - &lt;i&gt;Wiesz czemu nie upadłeś?&lt;/i&gt; - pokręciłem głową.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Nie wiem...czemu nie? -&lt;/i&gt; westchnęła, ktoś poklepał mnie po plecach. Odwróciłem się gwałtownie.&lt;br /&gt;- Jesteś duchem...Możesz latać w powietrzu...- mruknęła.&lt;br /&gt;- Dobra co jeszcze mogę robić? - uśmiechnąłem się lekko, odpowiedziała mi skromnym uśmieszkiem.&lt;br /&gt;- Możesz przenikać przez ściany, wchodzić w kogoś, możesz straszyć jak to duchy zwykle robią..- wzruszyła ramionami. - No to powodzenia, a ja lecę do swojego wcielenia...- pomachała mi i zniknęła. Westchnąłem, odwróciłem się na pięcie i podleciałem pod okno gdzie kiedyś był mój pokój. Nikogo nie było. Na szczęście bo mam już pomysł jak mu się pokazać, uśmiechnąłem się szatańsko i przeniknąłem przez ścianę, stanąłem na środku pokoju, rozejrzałem się w poszukiwaniu lustra.&lt;br /&gt;- Na pewno będzie się przeglądać w lustrze...Ja tak robiłem....-podrapałem się po głowie i zniknąłem w wielkim lustrze na końcu pokoju.&lt;br /&gt;- Maaaamo wróciłem! - usłyszałem mój...jego głos. Nadchodzi, westchnąłem i czekałem aż wejdzie i oto ta chwila nadeszła.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Przygadałem się mu. Czarne włosy, czarna kredka na oczach, ubrany w koszulkę Misfits i jeansowe rurki z jedną dziurą na kolanie. Tak to na sto procent ja. Podszedł do lustra.&lt;br /&gt;- Hej Gerard! - uśmiechnął się do swojego odbicia.&lt;br /&gt;- Hej...- odpowiedziałem mu, pojawiając się w lustrze.&lt;br /&gt;- O cholera! - zrobił kilka kroków do tyłu i potknął się o własną torbę, wylazłem z lustra i podałem mu rękę.&lt;br /&gt;- Boisz się samego siebie? - mruknąłem. Uniósł brwi ze zdziwienia.&lt;br /&gt;- Nie...Tak...Nie wiem...Kim jesteś? - ujął moją dłoń i wstał.&lt;br /&gt;- Nazywam się Gerard Way i jestem twoim poprzednim wcieleniem...&lt;br /&gt;- Pierdolisz? - otworzył usta, a ja mu je zamknąłem.&lt;br /&gt;- Nie...Słuchaj Gee...Mam cię pilnować...&lt;br /&gt;- Emmm...Dobra...&lt;br /&gt;- Mam wszędzie za tobą łazić...- uśmiechnąłem się.&lt;br /&gt;- Nawet do kibla? - przyglądał się mi z przymrużonymi oczami.&lt;br /&gt;- No cóż nie wiadomo co cię tam może trafić...- zaśmiałem się, a on pokazał mi język.&lt;br /&gt;- Ha ha... Nie ma mowy! ...A Gerard...Tak mam do ciebie mówić? - usiadł na łóżku, a ja chodziłem po pokoju oglądając&amp;nbsp; jego rysunki.&lt;br /&gt;- Tak mów mi Gerard lub Gee lub Gerd ...jak wolisz...- spojrzałem na niego przez ramię. Myślałem, że nie będzie chciał uwierzyć w moją historyjkę.&lt;br /&gt;- Okej rozumiem...Ktoś prócz mnie może cię widzieć? - sięgnął po kartkę i ołówek.&lt;br /&gt;- Nie...Jestem tylko dla twoich miodowych oczu...- zatrzepotałem zalotnie rzęsami, a on wybuchnął śmiechem.&lt;br /&gt;- Widać, że jesteś mną...- mruknął i zaczął coś szkicować, a ja zacząłem krążyć pod sufitem.&lt;br /&gt;- No a jak...Ej wiesz, że mogę straszyć ludzi...- uśmiechnąłem się. Spojrzał w górę.&lt;br /&gt;- No tak, przecież jesteś duchem...- wrócił do szkicowania.&lt;br /&gt;- I tylko ty mnie słyszysz...- podleciałem do niego i usiadłem na łóżku obok opierając się o ścianę.&lt;br /&gt;- Miło...Będę miał z kim gadać po nocach...- mruknął z uśmiechem. To chyba znaczy, że będzie zabawnie. Zobaczymy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8165708142593769587-5691991242950570455?l=oneofthoseboys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/feeds/5691991242950570455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/08/prolog.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/5691991242950570455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8165708142593769587/posts/default/5691991242950570455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oneofthoseboys.blogspot.com/2011/08/prolog.html' title='Prolog'/><author><name>Bunny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04650857245188496979</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-m6Y_-0_qS_s/Tni27VzgGuI/AAAAAAAAABs/TafFFXCaxPU/s220/tumblr_lr1tw7p2zf1qjlf46o1_500_large.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
